wtorek, 31 stycznia 2012

Rozdział 15

    Ze snu wyrwały mnie słowa Cindy:
-Wstajemy szlachcianki!
Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam na zegar nad tablicą. Było kilkanaście minut po szóstej.
-Co Ty z tą szlachtą ostatnio?-zapytałam podnosząc głowę z poduszki.
-A nie wiem. Tak jakoś.
-To ja od dziś należę do plebsu!-zaśmiałam się.
-O nie! Plebsem są te idiotki zza ściany. My należymy do szlachty!-powiedziała z dumą.
-Niech Ci będzie. Wiecie, że śniadanie jemy dopiero po meczu?-zapytałam wstając z materaca.
-Że co?!-Natalia na te słowa momentalnie się ożywiła.
-No tak, tak, bo na stołówce śniadania są od 8:00, a my wtedy gramy. Nie wiem, jak wy, ale ja kawę wypiję i mi to wystarczy.-powiedziałam podchodząc do czajnika.
-Ja też tak zrobię.-odezwała się Kate.
-O kurde! Już nie śpisz!-rzuciła się na dziewczynę Cindy.
-No tak. Przy was o to nietrudno.-powiedziała Kate ściągając ją z siebie.
W tym czasie postanowiłam przebrać się już w strój.
-A Ty co? Bez konsultacji z nami decydujesz, że niebieskie?-zapytała Natalia.
-Tak. Jako kapitan decyduję dziś sama, że te!-powiedziałam z uśmiechem.
-Tak jest milordzie!-powiedziała kłaniając się przede mną Cindy. Taa, czego to ona nie wymyśli.
    O 7:30 byłyśmy już na hali, dodam, że bardzo zimnej o tak wczesnej porze. Poza nami był tam tylko gość od nagłośnienia i trener.
-Dawajcie robimy kontrę na całą halę, póki tamtych nie ma!-zaproponowała Jennifer.
-Ej, dobry pomysł! Kate na tą bramkę, a my idziemy na drugą stronę. Cindy będzie wyrzucać.-powiedziałam.
    Za jakieś 10 minut przyszła druga drużyna. Nie zauważyłam ich, dopóki Cindy nie powiedziała:
-Plebs przyszedł!
Cudownie, gramy z Birmingham! Nawet o tym nie wiedziałam, zresztą jak my wszystkie.  Muszę na siebie uważać, ale i tak będę grać agresywniej niż zwykle. Spojrzałam na trybuny. Chłopcy już tam byli. Pobiegłam w ich stronę.
-Cześć!-powiedziałam.
-Cześć!-odpowiedzieli.
-Natha nie ma?-zapytałam zdziwiona.
Chwilę potem poczułam, że ktoś łapie mnie od tyłu w talii. Tak, o wilku mowa! Chwilę później siedziałam już Nathanowi na kolanach.
-Obiecaj, że będziesz spokojna.-powiedział patrząc mi się w oczy.
-Nie mogę. Wiem, że będę grać agresywniej, więc nie okłamię Cię kochanie.-odpowiedziałam, po czym dałam mu buziaka.
-To chociaż, że nic sobie nie zrobisz.-nalegał.
-Tego też nie mogę obiecać.
-Tiffany, losowanie!-zawołała mnie Natalia.
-Idę!-powiedziałam zsuwając się z kolan Nathana.
-Plebs zaczyna.-oznajmiłam chwilę później.
-Dobra dziewczyny, skupmy się, wygramy!-powiedziała Jen.
-Skopiemy je!-dodałam.
-W jakim sensie?-zapytała Kate.
-I w tym i w tym!-wyjaśniłam.-Dobra, no to: LONDON?!
-HEJ!
    Po skończonej pierwszej połowie miałam obity cały prawy bok, najbardziej odcinek biodro-udo, co było spowodowane bolesnym upadkiem, a także lekko rozwalony łokieć. Na razie nie jest źle. W trakcie przerwy pomiędzy połowami poszłam do klasy po apteczkę, której oczywiście zapomniałyśmy wziąć. Idąc do sali zauważyłam tą dziewczynę, która uderzyła Kate.
-Te lady!-powiedziałam podchodząc do niej. Kiedy się odwróciła zapytałam:-Chcesz w mordę?
-Niby za co?-zapytała ze zdziwioną miną.
-Za Kate!-powiedziałam, po czym wymierzyłam jej cios z pięści prosto w twarz.
Spojrzała na mnie zaskoczona, po czym również chciała mnie uderzyć, ale natychmiast złapałam ją za nadgarstek prawej ręki, którą chciała to zrobić. Tak, jednak mój były nauczył mnie paru rzeczy… Chwilę potem wymierzyłam jej kolejny cios, tym razem w nos.
-Upsss.-powiedziałam podnosząc ręce do góry.
-Jeszcze dostaniesz!-powiedziała trzymając się za nos i odchodząc w stronę hali.
Mecz zakończył się wynikiem korzystnym dla nas aż o 8 punktów. Zrobiłam w drugiej połowie parę przechwytów, z czego się bardzo cieszę, bo umiejętność ta ostatnio u mnie zanikła. A tu proszę! Wieczór spędziłyśmy w swoim towarzystwie, grając w butelkę i gadając o wszystkim i o niczym. Tak zleciał nam czas aż do 1:00.
-Jutro gramy o pierwsze miejsce!-powiedziała podekscytowana Cindy.
-Znowu z nimi.-powiedziałam wzdychając.
-Ej, dziś dobrze było!
-Ty nie masz wielkiego sińca na udzie!-powiedziałam.
-Przynajmniej z kostką nic Ci się znów nie stało.-zauważyła Kate.
-No fakt, chociaż to jest dobre, i to, że krew mi już z łokcia nie leci.
-Nom.-powiedziała Natalia.
-Dobra, jutro trzeba wygrać i się zrelaksować przede wszystkim, więc idźmy już spać.-powiedziałam opadając na mój materac.
-Ale dlaczegóż? Szlachta zasypia o 3:00 nad ranem!-ciągnęła swoje Cindy.
-To Ty szlachcianko zaśnij o 3:00 nad ranem!-powiedziałam śmiejąc się.-Ja idę spać, zmęczona jestem po tych dzisiejszych meczach, a najbardziej po tym z nimi.
-Ja też.-powiedziało jeszcze kilka innych.
-To co kochana? Trzymasz się nadal?-zapytałam już ze śpiwora.
-Eee… Być może.-powiedziała unosząc wysoko palec wskazujący.
-To powodzenia.-uśmiechnęłam się.-Może ktoś światło zgasić?-zapytałam znad poduszki.
-Ja zgaszę.-powiedziała Alice podchodząc do włącznika.
-Dzięki. Dobranoc wszystkim!-powiedziałam.
-Dobranoc!
    Tak, jutro trzeba wygrać. Całe szczęście, że mecz dopiero o 11:00, będzie można do tej 8:00 pospać.

************
tak jak już mówiłam, rozdział nudny ;D ale dodałam go dziś, bo w czwartek będę pewnie robić prezentację na polski ;/ a w weekend raczej też nie dodam :( więc pewnie kolejny za tydzień ;D mogę zdradzić, że "dramat" planuję za 2 rozdziały ;D więc czekajcie :)
pozdrawiam ;D
love.

sobota, 28 stycznia 2012

Rozdział 14

                                                ***piątek, dzień wyjazdu***
    O 7:00 pod nasz dom przyjechał mikrobus. Kierowca wziął od nas torby, a my w tym czasie wsiadłyśmy. Byłyśmy jednymi z pierwszych. Zajęłyśmy miejsca na tyle, na których będziemy jeszcze siedzieć z Cindy i Kate. Kiedy wszystkie już byłyśmy w mikrobusie, trener zabrał głos:
-Pierwszy mecz gramy o 14:00, drugi o 16:30.Pamiętajcie. Jutro natomiast o 8:00, 11:30, 14:00 i 16:00. A w niedzielę, to dopiero wyjdzie.
    Pod szkołę, w której będziemy mieszkać dojechaliśmy koło 12:00. Trener poszedł po kluczyk do naszej klasy i chwilę potem mi go wręczył. Sala ta znajdowała się na drugim piętrze, co Nas nie bardzo ucieszyło, bo wchodzić z tak ciężkimi torbami po takiej ilości schodów nie jest łatwo.  Kiedy otworzyłam klasę, jęknęłam:
-Tylko nie sala od matmy…
-Przeżyjesz szlachcianko!-klepnęła mnie po ramieniu Cindy.
-To ja Was same zostawię, za półtorej godziny widzimy się na hali!-powiedział trener wychodząc z klasy.
-W ogóle któraś z Nas wzięła pompkę?-zapytałam, kiedy wyjęłam materac z pudełka.
-Ja mam!-krzyknęła Kate.
-I ja też.-powiedziała Jennifer.
-Pompowanie czas zacząć!-krzyknęła Natalia.
-W ramach czekania na pompkę, pójdę zwiedzić teren.-powiedziała Alice.
Chwilę potem wróciła i zaczęła Nam opowiadać.
-W klasie obok mieszkają te idiotki…
-O! To będzie mi łatwiej!-krzyknęłam.
-Nie przerywaj, kiedy szlachta mówi!-upomniała mnie Cindy, przestając w tym czasie pompować.-Kontynuuj milordzie!
-Ok… Toalety są naprzeciwko naszej klasy i tak, jest tam lusterko.-uprzedziła moje kolejne pytanie.-Prysznice są na samym dole, na korytarzu obok hali.
-To co my będziemy w samych ręcznikach latać z góry na dół?!-zapytała zdziwiona Natalia.
-No a co? Nic się nie stanie przecież!-odpowiedziałam.
    Na pompowaniu i „umeblowaniu” klasy zleciał Nam czas do meczu. Pierwszy wygrałyśmy bez problemu, drugi zresztą też. Potem poszliśmy na kolację do stołówki. Później wybraliśmy na zakupy do najbliższego supermarketu. Zabezpieczyłyśmy się w zapasy zupek chińskich, kisieli, gorącej czekolady i budyniu, a także ciastek i różnego rodzaju napoi. Trener, kiedy zobaczył co kupujemy tylko głową pokręcił. Gdy weszłyśmy do klasy, tak jak podejrzewałam, zaczęło się:
-Robimy budyń!-krzyknęła Natalia podchodząc do naszego „kącika kulinarnego”.
-A nie, bo zupki!-powiedziała Cindy podchodząc tam i trzymając czajnik.
-Kisiel!-wtrąciła się Jen i również złapała za czajnik.
I zaczęły się tam szamotać. Ja w tym czasie dostałam sms-a. Od Nathana.
Cześć kochanie, możesz rozmawiać?
Zaraz zadzwonię.-odpisałam po chwili.
-Wara od mojego czajnika!-wrzasnęła Kate rzucając w dziewczyny swoją poduszką.
-Co?! Bitwa na poduszki?!-krzyknęła Natalia.
W tym momencie zaczęły się tłuc, a ja wyszłam uznając, że mnie nie zauważą. I tak też się stało. Po zamknięciu drzwi od razu zapięłam rozpiętą bluzę klubową. To fakt, w klasach było bardzo ciepło, ale na korytarzach nie. Rozsiadłam się wygodnie na parapecie i zaczęłam się patrzeć na to, co za oknem i szukać numeru Nathana.
-Cześć kochanie!-usłyszałam po chwili.
-Hej.
-Jak tam dziś było?
-Dobrze wszystko wygrane i zapowiada się niezła zabawa na noc, sądząc po tym, co już tam wyprawiają dziewczyny.
-Gdzie macie klasę?
-Na drugim piętrze, od matmy…
-Przepraszam, muszę już kończyć, pa!
-Pa.
Kończyć? Po jakiejś minucie rozmowy? Nigdy się tak nie zachowywał, ale no cóż. Nadal patrzyłam się za okno i myślałam nad tym. Chwilę później usłyszałam głośne:
-Niespodzianka!
-Tom? Co Ty tu robisz?-zapytałam zdziwiona.
-O, ja nie jestem sam! Tylko jako pierwszy przybiegłem tu, bo reszta zaczęła wymiękać…
-Drugi!-krzyknął Max wpadając na kumpla.-Cześć Tifany!-dodał, kiedy mnie zauważył.
Chwilę później przyszła pozostała trójka. Nathan natychmiast podbiegł i dosiadł się koło mnie, objął i pocałował w policzek.
-Stęskniłem się za Tobą.-powiedział patrząc mi się głęboko w oczy.
-Nathan, jestem tu dopiero jeden dzień! A tak w ogóle, to co Wy tu robicie?-zapytałam po chwili.
-Ja z Nathanem wpadliśmy na pomysł, żeby Was odwiedzić. Reszta się do Nas dołączyła. A no właśnie, gdzie jest moja druga połówka?-zapytał Jay.
-Robi bitwę na poduszki.
-Aha.-powiedział ze smutkiem w głosie.
-Eh, zawołam Ci ją.
Wstałam i weszłam do klasy… Jeszcze nie powstał taki bajzel, o jakim myślałam, więc nie jest źle.
-Natalia, chodź na chwilę-powiedziałam wskazując za drzwi.
Kiedy wyszła i zobaczyła Jaya, bardzo się ucieszyła. Zaczęli się przytulać i całować, a ja dołączyłam do Nathana, siadając mu na kolana.
-Kiedy gracie kolejny mecz?-zapytał wręczając  mi kolejnego buziaka.
-Jutro o 8:00, potem o 11:30, 14:00 i 16:00.To co Wy tu zostajecie?
-Tak, mieszkamy niedaleko w hotelu. Chcesz, to możesz do Nas przychodzić.
-Chciałabym, ale nie mogę. Musimy się trzymać wszystkie razem. Tylko mi tu nie smutaj.-powiedziałam, kiedy Nathan spuścił głowę.
-Będę!-powiedział podnosząc  ją.
-A jak Ci dam buziaka, to nie będziesz?
-Być może. Ale ja nie chcę takiego w policzek.-powiedział robiąc minę smutnego pieska.
-Wiedziałam, że to powiesz.- i zaczęłam go całować. On natychmiast mi to odwzajemnił. Kiedy skończyliśmy spojrzeliśmy na Sivę, Toma i Maxa, stojących obok sklepiku, który znajdował się na korytarzu.
-O! Jabłka!-powiedział Seev.-Max, może chcesz jakieś?
Zaczęliśmy się wszyscy śmiać. To musiało wtedy przekomicznie wyglądać!
-No pewnie, że chcę! Żeby Ci przywalić w ten pusty łeb!-krzyknął i zaczął ganiać się z Sivą po całym korytarzu.
-Jak dzieci.-pokręciłam głową.
-Widzę, że tu są kamery.-powiedział Nathan rozglądając się.-Gość, który to ogląda ma niezły ubaw.
-Oj tak!-wtrącił się Tom.- I przy okazji widział wasze namiętności.-dodał spoglądając na Nas i na Jaya z Natalią.
-I dobrze! Zobaczył prawdziwy romantyzm!-powiedział Nath i pocałował mnie z zaskoczenia. Oczywiście od razu mu tą odwzajemniłam.
-Ooooo!-powiedzieli Siva i Max, którzy przestali się już ganiać, i zamiast tego przyglądali się Nam. Spojrzeliśmy na nich pytająco.
-Aaaaaa!-dodali po chwili.
-Co Wam dziś odwala?-zapytałam.
-A nie wiem.-powiedział Siva.
-Idiotyzm!-dorzucił Tom.-Jak jest się idiotą, to zawsze coś odwala.-pokiwał głową.
-I kto to mówi!-powiedział Max.
-Dobra spokój! Już późno się robi, zmiatajcie do hotelu, jeśli macie zamiar jutro iść na nasz mecz o 8:00.-stwierdziłam schodząc Nathanowi z kolan.
-Że o której?!-zdziwił się Tom.
-Dobrze słyszałeś.
-To dobranoc kochanie!-powiedział Nath i dał mi całusa.
-Dobranoc wszystkim!-krzyknęłyśmy z Natalią kierując się w stronę naszej klasy.
-Dobranoc!-odpowiedzieli chłopcy.
    I tak zanim jeszcze poszłyśmy pod prysznice i wygadałyśmy się w nocy, nie miałyśmy zamiaru spać. Ale cóż, nie ma to jak trzydniowy!

************************
drobna zmiana planów! we wtorek nie dam rady nowego dodać :/ kolejny pewnie dopiero w czwartek :(. w weekend może dodam w niedzielę, ale nie obiecuję, w sobotę na pewno nie, bo mam przeniesiony mecz na nią ;p.
pozdrawiam :D
love.

czwartek, 26 stycznia 2012

Rozdział 13

    Natalia spojrzała na mnie błagalnie znad swojego kubka z kawą.
-Eh, no dobra, pójdę do nich.
Kiedy zaczęłam wchodzić po schodach usłyszałam głośny huk. Szybko otworzyłam drzwi do pokoju, w którym spali nasi pijacy. Moim oczom ukazał się leżący na podłodze Tom, który mamrotał pod nosem: „Moja głowa”. Gdy mnie zobaczył , zapytał:
-Co ja tu robiłem? Na dodatek w łóżku z Jayem?!
Spojrzałam teraz na drugiego. Nadal śpi.
-No więc tak: wczoraj Ty, Jay i Max uchlaliście się, w ramach uczczenia naszego zwycięstwa. Nathan i Siva przytargali do domu tylko Maxa, który jako jedyny nie usnął w czasie „imprezy”. A Was położyliśmy spać tutaj. A co w nocy robiliście, to ja już nie wiem.-powiedziałam z uśmiechem.
-Nie denerwuj mnie młoda! Masz coś na ból głowy?
-Na pewno. Co, teraz to cierpimy? Może Ci pomóc wstać, bo raczej sam sobie nie poradzisz.
-Możesz.
Podałam mu rękę i jakoś wstał.
-Idź do kuchni, tam Natalia da Ci coś do picia. Ja w tym czasie poszukam tabletek. Tylko się barierki na schodach trzymaj, bo znając twoje możliwości, to się zabijesz.
-Ok.
Kiedy znalazłam już tabletki, zaniosłam je Tomowi do kuchni. On w tym czasie żłopał trzecią szklankę wody… Z braku zajęcia postanowiłam zadzwonić do Natha.
-Halo?
-Cześć Nath. Jak tam wasz Max?
-Śpi. A wasi?
-Tom się obudził, Jay nadal śpi. Akurat mam chwilę wytchnienia. A Ty co robisz?
-Jabłka sprzątam…
Od razu zaczęłam się śmiać.
-No co? A zrobi to ktoś za mnie? To przez to, że go nie upilnowałem, wybierał Pikachu.
-To jeszcze wczoraj tego nie zrobiłeś?-zapytałam nadal się śmiejąc.
-Nie chciało mi się. Ledwo się wczoraj położyłem i już usnąłem. A dziś wstaję, a tu pół kuchni w jabłkach. I trzeba posprzątać i podłogę umyć, bo bez tego ani rusz.
-To powodzenia kochanie!
-Dziękuję!
-Nie ma za co. Dobra, chyba Jay wstał, pa!
-Miłej zabawy!
Tak. Jay wstał i w tym momencie stał oparty w drzwiach.
-Buenos dias amigos!-wydarł się na cały dom. Z kuchni natychmiast przyszli Natalia i Tom.
-Hola!-krzyknął po chwili Tom.
    Teraz ogarnęłyśmy trochę Jaya. Potem obydwaj poszli do domu, w końcu.

                                                        ***środa, trening***
    -Dziewczyny, ważna sprawa!-powiedział na wstępie trener.-W następny piątek, sobotę i niedzielę mamy trzydniowy, w Birmingham.
-O! To te idiotki! W końcu przywalę w twarz tej, która trafiła Kate przy karnym!-powiedziałam zacierając ręce.
-Tiffany, proszę Cię.-spojrzał na mnie trener.
-No co? Sprawiedliwość musi być!
-Ej! Zostawmy tego typu tematy. Zbliża się trzydniowy, czyli wspólna klasa, co oznacza…-zaczęła Cindy.
-Zupki chińskie!
-Kisiele!
-Gorąca czekolada!-krzyczałyśmy po kolei.
-I budyń!-dorzuciła na koniec Natalia.
Wszystkie się na nią spojrzałyśmy.
-Jak Ty masz tam zamiar gotować budyń?!-spytałam zdziwiona.
-No nie wiem. Coś się wymyśli.-odpowiedziała.
-Może weźmy jeszcze ze sobą mini kuchenkę gazową, żeby było Ci łatwiej!-dodała Kate.
-Ej! Ja takie coś mam! Ma dwa palniki, małe dość.-powiedziała Cindy.
-Weźmy! Będzie się działo!-dorzuciła Jennifer, po czym się roześmiała.
-Do pełni szczęścia potrzebny Nam jest jeszcze czajnik elektryczny.-zauważyłam.
-Ja biorę!-krzyknęła Kate.
-O kurde! Tiff, przecież my nie mamy materaców i śpiworów.-zwróciła się do mnie Natalia.
-A no faktycznie. Trzeba kupić!
-Po co kupować. Ja Wam pożyczę!-powiedziała Cindy.- W domu tyle tego typu rzeczy mamy, bo na biwaki ciągle jeździmy. Przyniosę Wam w piątek na trening, ok?
-Dobra.-odpowiedziałyśmy obie.
-Co dziś robimy trenerze?-zapytałam Briana.
-Dziś… A co mi tam! Podzielcie się na dwie drużyny i dziś cały trening gramy meczyk! Tylko uważaj na tą kostkę, Tiffany.
-Spokojnie, postaram się.
    I tak bardzo przyjemnie zleciał Nam cały trening. Dopiero w domu nie było już tak wesoło , kiedy przypomniało Nam się, że jutro sprawdzian z matmy…

************************
przepraszam za nudy w rozdziale :/ następny powinien ukazać się w sobotę. mogę Wam zdradzić, że owy "dramat" będzie za kilka rozdziałów, nie wiem dokładnie ile, bo jeszcze nad tym nie myślałam xd. na koniec chcę bardzo Wam podziękować, bo patrzę dziś rano a tu ponad 2000 wyświetleń :D bardzo dziękuję ;*
pozdrawiam :D
love.

środa, 25 stycznia 2012

Informacja.

Ok, jako, że moje ferie niedługo dobiegną końca, czas na parę informacji ;D. Rozdziały postaram się dodawać w każdy wtorek i czwartek, ale nie zawsze może mi się to udawać :/. W weekendy raczej rozdziały nie będą się ukazywać, gdyż w sobotę lekcje i sprzątanie, a w każdą niedzielę znów zaczynamy grać mecze ligowe, po krótkiej przerwie. Więc przepraszam, ale niestety :/. Rozdział 13 powinien ukazać się jutro ;). I od razu mówię, że to jeszcze nie ten dramat, o którym myślała Asia ;D.
pozdrawiam ;D
love.

wtorek, 24 stycznia 2012

Rozdział 12

    Do szkoły poszłam dopiero w piątek. W czwartek już jako-tako mogłam chodzić, ale wolałam jeszcze trochę poczekać, a nawet jakbym chciała iść na zajęcia, to Nathan nie wypuściłby mnie z domu. W piątek wybrałam się również na trening, ale trener nie pozwolił mi biegać, więc robiłam z nim ćwiczenia z piłką lekarską i trochę na siłowni. Przy okazji powiedziałam mu parę ciekawostek o „SSC Handball Leeds”, z którymi dziewczyny jutro grają.

                                                             ***sobota***
    -Wstawaj leniwcze!-powiedziałam próbując obudzić Natalię.
-A Ty to jedziesz na mecz, że już gotowa jesteś?-zapytała przecierając oczy.
-Będę na trybunach, z chłopakami. Muszę zobaczyć wasze wyczyny przecież.
-No tak. Dobra, wstaję!
-Brawo!-powiedziałam klaszcząc.
-Oj nie denerwuj mnie, bo zagram fatalnie…
-Nie mów tak. Ale mam dla Ciebie niespodziankę!
-Niby jaką?
-Zrobiłam Ci śniadanie. To cud, bo nawet sobie nigdy mi się nie chce robić. Ale dziś zjadłam, co jest dziwne.
-Nawet bardzo. Ogarnę się i zjem.
-A ja Ci zczołgam do salonu torbę.
-Tylko się na tych schodach nie zabij.
-Postaram się.-powiedziałam wychodząc z pokoju.
    Chłopaki podjechali pod dom tylko jednym samochodem, co Nas bardzo zdziwiło.
-Jak my się tu mamy pomieścić?-zapytałam Maxa, który do Nas wyszedł.
-Sorry, że dziś tak, ale Tom musiał swój oddać do naprawy. Coś mu tam siadło. Jakoś się pomieścicie, Nathan weźmie Ciebie na kolana, a Jay Natalię.-powiedział wsadzając torbę Natalii do bagażnika. 
-Jak Nas policja złapie, to my nie dokładamy się do mandatu.-oznajmiła Natalia.
-Właśnie.-dorzuciłam po chwili.
-Dobra, cicho, wsiadajcie.-powiedział otwierając drzwi.-Tiffany z tej, Natalia z drugiej.
-Cześć kochanie!-powiedział Nathan, kiedy usiadłam mu na kolana.
-No hej.- chwilę później otrzymałam od niego buziaka.
    Na hali postanowiłam trochę pomóc dziewczynom w rozgrzewce. Wyrzucałam im piłki na kontrę itp. Potem dołączyłam do chłopaków. Już po pierwszych kilku minutach meczu, widziałam, że dziewczyny dają sobie świetnie radę i nie odpuszczą.
-Wygrają.-powiedziałam.
-Skąd wiesz?-zapytał Siva, który siedział koło mnie.
-Bo widzę, jak grają obie drużyny. Po naszej widać chęć gry i zdolności do niej, a po tamtej…to może zostawię bez komentarza.
To prawda, trzeba mieć niezły talent, żeby gubić piłkę prawie przy każdym ataku…
    Wieczorem odwiedzili Nas chłopcy. Ale najbardziej zdziwił Nas fakt, że przynieśli ze sobą dwie butelki wódki i kilka piw.
-Yy… Po co Wy z tym?-zapytała Natalia.
-No jak to po co? Trzeba jakoś uczcić zwycięstwo!-powiedział Tom.
Spojrzałam pytająco na Natha. Wzruszył ramionami. Kiedy już weszli zostaliśmy w tyle.
-Kochanie to nie jest mój pomysł. Przyrzekam.-powiedział łapiąc mnie za rękę.
-Przecież wiem. Tyle, że to nie jest nasz dom i obawiam się, że po pijaku rozwalicie go, przy czym ja z Natalią będziemy mieć potem kłopoty.
-Jakoś ich przypilnujemy.-powiedział, kiedy wchodziliśmy do salonu.
-Macie jakieś kufle czy coś?-zapytał mnie Max.
-Może się coś znajdzie.-powiedziałam wracając do kuchni.
Jakiś czas później Tom był kompletnie nachlany, a Jay i Max zmierzali w tym samym kierunku . Ja z Natalią wypiłyśmy mało, a Seev i Nathan tylko po kuflu piwa. Wódki nie chcieli. Kiedy patrzyłam na Toma, postanowiłam pogadać z Nathem.
-Chodź.-powiedziałam łapiąc go za rękę i wstając z kanapy.
-Cooo, idziecie na małe igraszki?-zapytał Tom.
-Oj weź się zamknij!-krzyknął Nathan.
-Kochanie spokojnie.-powiedziałam i dałam mu buziaka.
Kiedy weszliśmy do kuchni, która była najbliżej, powiedziałam mu:
-Proszę Cię, nie doprowadź się do takiego stanu, w jakim jest Tom, lub chociażby Max i Jay.
-Nie martw się, dzięki nim ode chciało mi się pić.
-To dobrze. Ale co z nimi zrobimy, kiedy ta „impreza” dobiegnie końca? Przecież Ty i Siva nie przytargacie ich trzech do domu.
-Może weźmiemy ze sobą tylko Maxa, bo on po pijaku potrafi nieźle rozrabiać. Macie może pokój gościnny?
-Tak, a co?
-To Jaya i Toma się spać tam położy.
-W jednym łóżku?-zapytałam ze zdziwieniem.
-A dlaczego nie? To będzie taka mała zemsta.-powiedział z tym zabójczym uśmiechem.
-Nich Ci będzie. Ale oni się do Nas… no wiesz…
-Boisz się, że będą się do Was dobierać?
-Tak.
-No to zamkniecie się w pokojach i już. Drzwi nie wywarzą przecież.
-Ok.
-A w razie czego to dzwoń, przyjdziemy Wam na pomoc.
-Mam nadzieję, że nie będzie ona potrzebna.
-Może wracajmy już, bo jeszcze coś tam narozrabiają.
Całe szczęście, że nic nie zrobili. Naszym oczom za to ukazał się już śpiący Tom z pustą butelką wódki w ręku, a Max i Jay opróżniali ostatnie butelki piwa…
-Ej Siva, zanieśmy go do pokoju. Który to?-zwrócił się teraz do mnie.
-Trzecie drzwi od lewej.
Wzięli go we dwóch z trudem, przy okazji nawet go upuszczając, a ten jak gdyby nigdy nic dalej spał. Kiedy zbliżała się północ, zanieśli potem w to samo miejsce Jaya, który również usnął. Maxa wyprowadzili z domu, podtrzymując go, bo ten jako jedyny nie spał.
    Jakieś półgodziny później zadzwonił do mnie Nathan. 
-Na razie spokojnie kochanie?-zapytał.
-Tak, śpią jak zabici. A u Ciebie?
-Yyy. W miarę. Teraz Siva poszedł sprawdzić czy śpi. Ale słuchaj, powiem Ci, jaką akcję zrobił Max. Wyszedłem z kuchni, zostawiając go samego, bo musiałem coś sprawdzić. Chwilę później wróciłem, bo usłyszałem jakieś krzyki. Moim oczom ukazał się Max rzucający jabłkami o podłogę i krzyczący: „Pikachu, wybieram Cię!”. Kiedy dołączył do Nas Siva, wypalił do niego: „Twoja stara wsadza nogi do wody i krzyczy: Grzybowa!”. Myślałem, że nie wyrobię ze śmiechu. I jeszcze ten poker face Seeva, Bezcenne!-powiedział, po czym zaczął się tak śmiać, że i mi zaczęło się udzielać.
-Nieźle.-wydusiłam z siebie nadal się śmiejąc.
-Dobra, Max śpi. Czyli ja w końcu też mogę, bo jestem padnięty. Dobranoc kochanie!
-Dobranoc!
    Następnego dnia wstałyśmy koło 10:00, a tamci nadal spali. Może to nawet lepiej, w końcu mamy więcej spokoju. Dopiero koło 15:00, usłyszałyśmy krzyk.

sobota, 21 stycznia 2012

Rozdział 11

    Całą niedzielę spędziłam w moim łóżku, słuchając piosenek Bruno Marsa, które zawsze pomagały mi w ciężkich chwilach. Nie miałam ochoty z niego wychodzić, nadal bolała mnie dość mocno kostka. Wieczorem zadzwonił do mnie trener. Pytał jak się czuję itd., ale oczywiście musiał mi powiedzieć, że przez najbliższe 2, 3 tygodnie mogę zapomnieć o grze. Cudownie! Nakazał mi jeszcze najbliższe przynajmniej 3 dni nie chodzić do szkoły. Miałam nawet taki zamiar, bo nie mam ochoty latać z klasy do klasy z rozwaloną kostką.
    W poniedziałek obudziłam się koło 11:00. Nie było Natalii, więc muszę sama wstać i sobie jakoś poradzić. Z trudem wstałam z łóżka, poszłam do łazienki, która całe szczęście była niedaleko mojego pokoju i ubrałam się. Żeby było mi wygodniej założyłam szorty, jakąś luźną koszulkę i jednego trampka. Ale to musiało komicznie wyglądać. A teraz trzeba przystąpić do najtrudniejszej misji dzisiejszego dnia: zejścia ze schodów. Chwyciłam się mocno barierki i na jednej nodze zaczęłam zeskakiwać w dół. Po paru stopniach się zmęczyłam i usiadłam. Nie wiem jak ja stąd zejdę. Pozostaje mi chyba tylko czekać na cud. Po kilku minutach odpoczynku postanowiłam spróbować jeszcze raz. Ponownie chwyciłam się barierki i zaczęłam robić to samo. Całkowicie skupiłam się na tym tak, że nie zauważyłam, że ktoś wchodzi do salonu.
-Tiffany, co Ty wyrabiasz?!-usłyszałam po chwili.
-Nathan, co tu robisz?-zapytałam zdziwiona.
-Zaproponowałem Natalii, że przyjdę się Tobą opiekować i poprosiłem o klucze.-powiedział podchodząc do mnie.-Przecież wiesz, że masz uważać na tą nogę.
-Jakoś muszę się dostać do kuchni, nie?
-Dopiero co wstałaś? Nieładnie.-pokręcił głową i wziął mnie na ręce.
W kuchni Nathan posadził mnie na blacie kuchennym. Położył mi dłonie na moje biodra i nachylił się nade mną. Ja natomiast zarzuciłam mu ręce na szyję.
-Dawno się nie całowaliśmy, nie?-zapytał z uśmiechem.
-No fakt.
-No to może nadrobimy teraz nasze zaległości?
-Bardzo chętnie.-uśmiechnęłam się.
I zaczęliśmy się całować, robiąc tylko krótkie przerwy na złapanie powietrza. Kiedy skończyliśmy Nathan zapytał:
-Kawa, herbata?
Kiedy usłyszałam „herbata”, zaczęłam się śmiać.
-Powiedz mi o co chodzi, to też się pośmieję.-oznajmił  po chwili.
-Przypomniała mi się sytuacja w rozpoczęcie roku szkolnego u Was w domu.-powiedziałam nadal się śmiejąc. –Może poproszę kawę.
-Pozwolisz, że ja też sobie zrobię. 
-No jasne.
-Nie chcesz śniadania?-zapytał.
-Kawa mi wystarczy.-uśmiechnęłam się.
-Jak chcesz. Przenosimy się do salonu?
-Jeśli chce Ci się mnie zanieść to proszę bardzo.
-Dla Ciebie wszystko!-powiedział biorąc mnie na ręce.
Ledwo co zdążyliśmy usiąść na kanapie, a usłyszałam, że mój telefon dzwoni. Mama? O kurde, zawsze wie kiedy dzwonić.
-Halo?
-Cześć córciu! Słyszałam o tym, co Ci się stało.
-Niby skąd?-zapytałam zdziwiona.
-Od Andrzeja. Bardzo Cię boli?
-Już dzisiaj mniej.
-To dobrze. A co teraz robisz?
No i masz babo placek! Jak powiem o Nathanie, to rozpocznie swoje przesłuchanie.
-Właściwie to nic.
-Sama jesteś?
No kurde! Musiała zapytać.
-Nie.
-To z kim?
-Z chłopakiem…-spojrzałam niepewnie na Natha. Nic nie rozumiał, bo rozmawiałyśmy po polsku, ale jego mina była przezabawna.
-Masz chłopaka?!-zawołała mama.
-Tak…
-Jak ma na imię?
-Nathan.
-W twoim wieku?
-Rok starszy.
-Ma kryminalną przeszłość?
-Że co?!-nie mogłam wyrobić z tego pytania.
-No to ma czy nie ma?-ponowiła pytanie.
-Nie, to za grzeczny chłopiec jest.-powiedziałam targając Nathana po głowie.
-Przystojny?
-Mamo, prowadząc tą naszą rozmowę, czuję się jakbym była na komisariacie…
-Przepraszam. Ale jestem teraz przewrażliwiona, dzięki twojemu byłemu. Nie pozwolę Cię drugi raz skrzywdzić.
-Nathan też tak mówi.
-Dobrze, może skończmy na dziś jak twierdzisz to przesłuchanie. Miłego dnia!
-Nawzajem!- i się rozłączyłam.
Chwilę później Nath wypalił:
-O mnie gadałyście?
-Tak. Ale lepiej żebyś do końca nie wiedział, o czym dokładnie.-powiedziałam i zaczęłam się śmiać.-Mógłbyś mi przynieść laptopa?-zapytałam po chwili.
-A po co Ci on kochanie?
-Muszę dodać notatkę, na stronie naszego klubu. O sobocie, o moim poszkodowaniu.
-Ok. A gdzie on jest?
-W moim pokoju. Drugie drzwi od lewej.
Chwilę potem przyniósł mi laptopa. Zaczęłam pisać notatkę, ale nie wiedziałam jak to wszystko ująć. W końcu udało mi się napisać.
    Resztę dnia spędziliśmy oglądając telewizję .Potem zastanawiałam się, dlaczego nie ma jeszcze Natalii. Było już po 16, a lekcje kończyłyśmy o 15:00. Postanowiłam zapytać o to Natha:
-Wiesz, gdzie może być Natalia?
-Pewnie poszła do Nas, a konkretnie do Jaya. Więc może kontynuujemy jeszcze to, co robiliśmy dziś rano?-zapytał z uśmiechem.
-Mi pasuje.
I znów zaczęliśmy się całować. Przy Nathanie czuję się zawsze bezpiecznie, czego nie mogłam powiedzieć, gdy byłam z tamtym idiotą. Teraz to ja nie wiem kompletnie, co w nim widziałam…
-Już jestem! O… sorry.-powiedziała, kiedy zobaczyła, że Nam przerwała.
-Może jakoś wytrzymamy.-spojrzałam na Natha.
-Miejmy nadzieję.-powiedział z uśmiechem.
    Nathan został u Nas do późna, bo jak to twierdził „boi się mnie zostawić, gdyż mogę sobie coś zrobić”. W końcu jednak zaniósł mnie do pokoju i pocałował w policzek, po czym poszedł do domu. Jutro też przyjdzie, bo nie chce mnie samej zostawiać. Nikt jeszcze nigdy się tak o mnie nie troszczył, więc jest to dla mnie nowość, którą bardzo polubiłam.

piątek, 20 stycznia 2012

Rozdział 10

    Od czasu soboty w ogóle nie spotkałam się z Nathem. W niedzielę znowu poszłyśmy na zakupy, a od poniedziałku męczarnia. Wstawanie o 6:30 nie było moją bajką. Gdy przychodziłyśmy do domu od razu brałyśmy się za odrabianie lekcji, których nauczyciele zadawali tyle, że szkoda gadać. Najgorzej było u mnie z matmą. U Natalii zresztą też, to dla Nas czarna magia. Kiedy wróciłyśmy w piątek ze szkoły, czekałyśmy na trening z utęsknieniem. Może fakt, człowiek się tam trochę męczy, ale nie wyobrażam sobie mojego życia bez ręcznej. Poza tym zawsze pogadamy sobie trochę z dziewczynami, nasz zespół jest bardzo zgrany, z czego jestem niezmiernie szczęśliwa, bo o to mi chodziło.
                                                             
                                                        ***na treningu***
    -Słyszałyście, że „SSC Dawn Birmingham”, to najlepsza drużyna w naszej grupie?-spytała Alice, prawoskrzydłowa w trakcie przerwy.
-Coś tam trener mówił. Ale ja bym się na razie zbytnio nie przejmowała, jutro się zobaczy.-powiedziałam.
-One grają strasznie agresywnie. I w ataku, i w obronie.–stwierdziła Cindy.
-Skąd wiesz?-zapytała Natalia.
-Szukałam dziś po szkole trochę informacji o nich. Wszyscy tak piszą…
-Dziewczyny, chodźcie, trening przecież jest.-zawołał Nas trener.
-Już idziemy.-powiedziałam.
    Po powrocie do domu cały czas myślałam o tym, co mówiła Cindy.  Mam nadzieję, że wrócimy jutro z meczu bez szwanku. W pewnym momencie usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
-Halo?
-Cześć kochanie!
-Cześć Nathan.
-O której po Was jutro podjechać?
-Chłopaki też jadą?
-Tak. Na dwa samochody jedziemy. Tak jak poprzednio.
-Czekaj… Mecz od 11, rozgrzewka gdzieś tak z półgodziny musi trwać, jeszcze trzeba się przebrać… Gdzieś tak o 10 może być?
-Ok. Ale jakiś głos masz smutny. Stało się coś?
-Ponoć jutro gramy z agresywną drużyną, boję się trochę…
-Rozumiem. Ale nie przejmuj się na zapas, jutro się wszystko okaże. Dobrze?
-Niech Ci będzie.
-No to się cieszę. To dobranoc!
-Dobranoc.

                                                      ***sobota rano***
    Chłopaki przyjechali punktualnie. Dałyśmy Maxowi nasze torby, a Tomowi apteczkę i worek z piłkami, które jakimś trafem przywędrowały do Nas po wczorajszym treningu.
-Nie rozumiem, po co Wam na jeden mecz takie wielkie torby?!-spytał zdziwiony Max.
-No jak to po co? Żeby się tam wszystko pomieściło, no wiesz buty, stroje, dresy, woda, kosmetyczka…-powiedziałam.
-Po co na mecz kosmetyczka?!-wtrącił się Tom, próbując upchać do bagażnika swojego samochodu apteczkę i piłki.
-Bardzo często się przydaje. Jak się na przykład paznokieć  złamie, to czymś go trzeba opiłować, nie?
-Nie pojmuję tego.-powiedział, gdy w końcu udało mu się domknąć bagażnik.
-Dobra, jedźmy, bo się jeszcze nie wyrobimy.-zauważył Max.

                                                          ***w szatni***
    -Które...-zaczęłam, ale mi przerwano.
-Białe!-krzyknęła Cindy.
-Skąd ta pewność?-zapytałam.
-Bo, po pierwsze w nich jeszcze nie grałyśmy, a po drugie czemu nie?
-Też fakt. Białe dziś.
    Zbliżała się 11:00. Zebrałyśmy się do okrzyku łącznie z trenerem.
-Mam nadzieję, że żadnej z Was nic się nie stanie, one naprawdę grają bardzo agresywnie. Uważajcie na siebie. To tyle ode mnie.
-LONDON?!-krzyknęłam.
-HEJ!
    Faktycznie, straszenie agresywnie one grają. Postanowiłam, że również zacznę tak grać. Dostałam już jedną karę dwuminutową. Niedługo potem drugą, za głupotę, ale na serio się wkurzyłam. No sorry, ale jaki to trzeba mieć tupet, żeby trafić bramkarza w twarz przy karnym?! Całe szczęście, że za to jest od razu czerwona kartka.
-No kurrr…-zaczęłam, kiedy schodziłam z boiska na karę.
-Nie przeklinaj.-upomniał mnie trener. 
-Przepraszam, ale zaraz nerwicy dostanę!-powiedziałam kierując się w stronę siedzącej na ławce Kate, która próbowała zatamować krwotok z nosa.
-Bardzo mi Cię szkoda.
-Ale mnie to boli.-syknęła z bólu.-I cały czas się leje.
-Oj, jak ja tej idiotce po meczu zawalę w twarz, to mnie na długo popamięta!
-Uspokój się dziewczyno! Musisz teraz uważać, bo trzecia kara i idziesz na trybuny.
-Tak wiem. Dobra, zaraz wchodzę.
    W 25 minucie pierwszej połowy meczu nasz trener wziął czas.
-Dziewczyny, widzicie, że one grają bardzo płaską obroną, cały czas 6:0. Więc rzuty z drugiej linii, można też się czasami pokusić na drugie tempo. Jen i Alice, pójdziecie na głębokie skrzydła. To tyle, co chciałbym Wam powiedzieć.
-No to…?-spytała Natalia.
-Do końca dziewczyny, do końca!
-DO?!-krzyknęłam.
-KOŃCA!
    Więc postanowiłam zrobić tak, jak Nam mówił Brian. Pojechałam na drugie tempo, wszystko byłoby pięknie, gdyby któraś nie popchnęła mnie z boku, już kiedy byłam w powietrzu. Upadając źle stanęłam na lewą nogę i momentalnie runęłam na podłogę. „Kostka poszła”, usłyszałam westchnienie naszego trenera. Poczułam okropny ból w lewej nodze. Natychmiast zatrzymano czas i podbiegł do mnie Brian. Zdjął mi but. I jedyne,  co usłyszałam, to „Niedobrze”. Zniósł mnie z boiska i położył nieopodal naszej ławki rezerwowych. Ból był nie do wytrzymania. Prawie płakałam. Chwilę później podbiegł do mnie Nathan i złapał za rękę. Natychmiast ją chwyciłam i zaczęłam kurczowo trzymać. Na razie trener przyłożył mi do kostki worek z lodem, i nic więcej.
-Chcesz zastrzyk przeciwbólowy?-zapytał Brian. Pokiwałam tylko głową. Może to mi chociaż trochę pomoże.
    Potem wysmarował mi nogę jakimś kremem, czy czymś w tym stylu i owinął. Przegrałyśmy 25:24. Cudownie! Do szatni zaniósł mnie Nathan.
-Ale dziś był piękny mecz. Kate ma rozwalony nos, Tiffany kostkę… No cudo istne!-stwierdziła Jennifer.
-Ty w ogóle dasz radę się przebrać?-zapytała mnie Natalia.
-Jakoś.-powiedziałam zdejmując drugiego buta.
    Po moim przebraniu się, Natalia zawołała Natha, żeby zaniósł mnie do samochodu. Kiedy wziął mnie na ręce zapytał troskliwie:
-Bardzo Cię boli?
Pokiwałam tylko głową. Miałam dość na dziś wszystkiego. Posadził mnie z przodu, żebym miała z tą nogą wygodniej. Fajnie, że ten zastrzyk mi pomógł. Ból był prawie taki sam.
    Wieczorem postanowili odwiedzić Nas chłopcy. Przyszli bez zapowiedzi. Rozsiedli się w salonie, gdzie akurat siedziałyśmy we dwie.
-Jak się czujesz?-zaczął Siva.
-Nadal boli.-stwierdziłam. 
-To nie był zbyt ciekawy widok, kiedy Cię trener znosił z boiska. –powiedział Jay.
-No co Ty nie powiesz.
-Ładny pedicure.-stwierdził Tom, patrząc na moją nogę, którą miałam na stoliku.
-Dzięki, wiesz, sama robiłam.-powiedziałam z uśmiechem.
Chłopaki siedzieli u Nas dość długo. Wyszli koło 22. Ale przynajmniej sobie trochę pogadaliśmy i poprawił mi się humor. A tego bardzo potrzebowałam.

1000 wyświetleń!

Jejku, nie wiem, jak mam Wam dziękować :D Już 1000 wyświetleń, a ten blog dopiero kończy dziś tydzień. Dziękuję więc wszystkim, którzy czytają moje opowiadanie, dziewczynom, które namawiały mnie do założenia tego bloga, bo bez nich nigdy by nie powstał i mojej najlepszej przyjaciółce, która mnie zawsze wspiera ;*.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i czekam również na Wasze nowe rozdziały :D. Mój pojawi się za jakieś 30 minut :D
love.