czwartek, 23 lutego 2012

Rozdział 22


                -Dziś śpisz u mnie, prawda?-zapytał na chwilę przerywając całowanie mojej szyi.
-No nie wiem nie wiem. –odpowiedziałam.
Oderwał się od swojego obecnego zajęcia i popatrzył się na mnie.
-Niby dlaczego masz u mnie nie spać?
-A niby dlaczego mam u Ciebie spać?-zapytałam z uśmieszkiem.
-Bo tak.
-Nath, ja mam jutro na 8:00 do szkoły…
-No i co z tego? Podrzucę was.
-To chociaż daj mi się przebrać w piżamę.-stwierdziłam.
-Nie.-powiedział i zaczął mnie znowu całować po szyi.
-Dlaczego?-zapytałam odsuwając go od siebie.
-Bo ja tak mówię.
-Nawet nie licz na to, że znów będę spać z Tobą w samej bieliźnie. Wtedy wyszło tak tylko dlatego, że nie pozwoliłeś mi się ubrać po tej całej akcji z wanną…
-No dobra… To dam Ci jakąś moją koszulę i będzie ok.
-Ale…-zaczęłam.
-Żadnych ale!-powiedział stanowczo i wziął mnie na ręce, po czym zaniósł do siebie.
Potem zaczął przeszukiwać swoją szafę.
-Proszę, moja ulubiona.-powiedział z uśmiechem dając mi  do ręki czerwono-białą koszulę w kratę.
-Czy ja mam rozumieć, że tą koszulę mam założyć dopiero wtedy, kiedy będę już w bieliźnie?-zapytałam.
-Mniej-więcej tak kochanie.-uśmiechnął się Nath.
-No to się odwróć.-powiedziałam.
-Muszę…?
-Chyba, że wolisz opuścić to pomieszczenie.-zaśmiałam się.
-Już wolę opuścić, bo wiem, że i tak bym podglądał. Daję Ci minutę.-powiedział wychodząc z uśmiechem.
-Będziesz liczył?-zapytałam zdejmując bluzkę.
-Tak! Czas start! Jeden, dwa, trzy…-zaczął liczyć za drzwiami.
Zdążyłam się przebrać przed jego przyjściem. Pomińmy fakt, że jego koszula była na mnie za duża o co najmniej kilka rozmiarów.
-Wyglądasz  przesłodko.-powiedział, kiedy wszedł.
-A teraz ty przebierasz się w swoją piżamkę. I nic już dziś nie robimy, gdyż, ponieważ, iż jest już…-wzięłam do ręki mój telefon.-prawie północ, a ja jutro muszę wstać przed 7:00. Rozumiemy się?
-Ale że naprawdę nic?-zapytał robiąc minę smutnego pieska.
-No, może trochę.-uśmiechnęłam się. –Ale najpierw zrób co mówiłam.
Nathan posłusznie udał się do łazienki. Ja w tym czasie nastawiłam budzik w telefonie i położyłam się do łóżka. Nie wiem dlaczego, ale byłam strasznie zmęczona. Kiedy Nath już wrócił i położył się koło mnie, zapytałam z uśmiechem:
-A buziaka dostanę?
-Ależ oczywiście.-powiedział i nachylił się nade mną.
Po kilku pocałunkach w usta znów się położył i objął ramieniem. Chwilę potem ja położyłam mu głowę na klatce.
Kiedy rano zadzwonił budzik, nie wiedziałam co się dzieje. Tym sposobem obudziłam również Natha. Potem zeszłam do salonu. Nie było tam nikogo, oprócz Jaya i Natalii, śpiących i wtulonych w siebie na jednej z kanap. Widok ten był przesłodki.
-Natalia.-powiedziałam podchodząc do niej i szturchając za ramię. Nic to nie dało.-Natalia!-krzyknęłam tak, że oboje podskoczyli.
-Czego ty chcesz o tej porze?-zapytała zaspana.
-Czego ja chcę? Żebyś się wyrobiła do szkoły, tylko tego.
-Ej, dlaczego Ty masz na sobie koszulę Natha?-zapytał teraz Jay.
-Oj nieważne.  Szykuj się.-powiedziałam do Natalii i poszłam do naszego pokoju ubrać się w ciuchy do szkoły.
Kiedy skończyłam, dochodziła 7:00. Poszłam zrobić sobie kawę. W kuchni czekał już na mnie Nath z moim telefonem w ręku.
-Zapomniałaś o nim.-powiedział dając mi go.
-Masz szczęście, że nie o Tobie.-uśmiechnęłam się i zarzuciłam mu ręce na szyję, po czym pocałowałam w usta.
                                                          *** po szkole***
                Przyszłam dziś od Natalii wcześniej, bo ona zostaje na poprawie. Od razu, kiedy weszłam do domu udałam się po laptopa i zniosłam go do salonu. Postanowiłam wejść najpierw na moją skrzynkę odbiorczą. To, co tam zobaczyłam było dla mnie szokiem. Kilka wiadomości, pełnych wyzwisk, gróźb i
identycznego linka do jakiegoś z portali plotkarskich. Postanowiłam wejść na tą stronę. „Kim jest nowa wybranka Nathana?”-mówił nagłówek. Pod spodem było kilka jakichś naszych zdjęć, na których obejmowaliśmy się i trzymaliśmy za ręce. Na końcu artykułu były tylko moje zdjęcia z turnieju w Bringham, na których stoję ze zdobytymi tam przeze mnie statuetkami w rękach. Dopiero po obejrzeniu tych zdjęć, zaczęłam czytać artykuł. Napisano tam o mnie bardzo dużo, głównie były to informacje klubowe. Znajdowały się tam też moje imię i nazwisko, a nawet data urodzenia. To wszystko było skopiowane ze strony naszego klubu… Przez to nawet nie zauważyłam Maxa schodzącego ze schodów.
-Hej, Tiffany, wszystko dobrze?-zapytał, kiedy zobaczył wyraz mojej twarzy.
-Poza tym, że dostałam e-maile z groźbami i napisali o mnie na portalu plotkarskim, to tak.-odpowiedziałam z udawanym uśmiechem.
-Groźby?-zapytał dosiadając się do mnie.
-Tak, no zobacz sobie.-powiedziałam podając mu laptopa.
-O kur… na.-stwierdził, oddając mi laptopa.
-A jeszcze poczytaj sobie o to.-oddałam mu go z powrotem.-Nazwali mnie „sportsmenką”.
-Nie przejmuj się  tym. Potem wszystko się uspokoi. Michelle też dostawała z początku niemiłe e-maile, ale potem się to skończyło. Z Kesley i Nareeshą było podobnie. Ale do końca nie wiem, czy u Ciebie to wszystko tak łatwo przejdzie.  No bo wiesz… Nathan ma najwięcej fanek i takich, jakby to nazwać… natarczywych, o!
-Aleś mnie pocieszył.-zaśmiałam się.
-Powiedzmy, że chciałem być szczery.
-Co tu się wyrabia?-zapytał Tom, który właśnie wparował do domu z kilkoma siatkami zakupów.
-U Tiffany już się zaczęło…-odpowiedział Max.
-O to chodzi?-spytał Tom, wyjmując z jednej reklamówki jakąś gazetę, na której okładce były zdjęcia moje i Natha…
-No bez kitu!-powiedziałam chowając głowę w kolana.
Potem Tom dał Maxowi gazetę. Chwilę później znalazła się ona w moich rękach. „Nowa miłość Nathana!”- mówił tytuł na okładce. W środku był artykuł o nas na dwie strony… Były tam te same, nasze wspólne zdjęcia, które wcześniej widziałam w Internecie.  Ale dodatkowo, zamieszczono tam też moje inne zdjęcie, nie te, na których trzymam statuetki, chociaż te też tam były…  To było z mojego aparatu, na którem trzymam tabliczkę z napisem „London”, która była nam potrzebna do zrobienia pamiątkowego zdjęcia w bramce na turnieju. A tutaj, było o mnie jeszcze więcej informacji. Nawet napisano, w jakim obecnie klubie gram, a także, że pochodzę z Polski i że tam zaczęłam moją „karierę” w piłce ręcznej. W dalszym ciągu po przeczytaniu tego artykułu, nie mogłam w to wszystko uwierzyć.
-Co się stało? Co to za zbiorowisko?-zapytał Nathan, który właśnie przyszedł.
-To my was może zostawimy samych.-powiedział Max i pociągnął za sobą Toma.
-Tiffany…?-spytał siadając koło mnie.
-Zobacz sobie to, o to i jeszcze może i to!-krzyknęłam rzucając gazetę na stolik i podając mu laptopa.
-No nie… Zaczęło się…-syknął Nath.
Po przeczytaniu tego wszystkiego, zwrócił się do mnie.
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze, coś wymyślę…
-Co wymyślisz? Co ty w ogóle możesz zrobić w tej sytuacji?! Nic! Nigdy nie zmienisz nastawienia swoich fanek do mnie! One nigdy nie zrozumieją…-rozpłakałam się.
On wstał, podniósł mnie z kanapy, wziął na ręce i posadził sobie na kolana.
-Tiffany… Ja nie chcę, żebyś cierpiała przez moją sławę, moje fanki… Może masz rację, nie bardzo mogę pomóc, ale będę robił wszystko co w mojej mocy, żeby było dobrze. Ja nie będę jak tamten dupek, którego nie obchodziły twoje uczucia.
Po jego ostatnich słowach jeszcze bardziej się rozpłakałam. Przez tego idiotę, gdyby nie Natalia, popadłabym w jakąś depresję, czy nawet posunęła się dalej.
-Nie płacz już, wszyscy będziemy Cię wspierać.-powiedział wycierając mi dłonią łzy.
-Wiem, ale tak raptem wszystko na raz… To mnie przerosło.
-Rozumiem. Nie dziwię Ci się.
-Ale jedno mnie dziwi. Dlaczego piszą o nas, a o Jayu i Natalii nie?
-Być może ich jeszcze nie przyłapali… Czyli już nie płaczesz?
-Tak.-uśmiechnęłam się.
-To się cieszę.-powiedział i pocałował mnie w usta.
                Potem trzeba było opowiedzieć całą sprawę Sivie, Jayowi i Natalii. Potem z salonu zmyli się wszyscy i zostaliśmy tylko ja, Nath, Jay i Natalia. Po ich dłuższej nieobecności, która trwała ponad godzinę, Jay  zapytał:
-A reszta naszej domowej dziczy? Gdzie?
-Do buszu uciekli!-zaśmiał się Nath.
Chwilę potem, usłyszeliśmy jakiś szelest. Spojrzeliśmy w stronę schodów i zobaczyliśmy… Toma rozwijającego folię na schodach. Po skończeniu obecnej pracy wrócił na górę i chwilę potem ukazał się naszym oczom z sankami w rękach i czapce uszance. Za nim przyszedł Siva z jabłuszkiem w ręku i takiej samej czapce na głowie.
-Uwaga szlachcianie i szlachcianki!  Jako, że zbliża się zima, najwyższy czas przypomnieć sobie, jak się jeździ poprawnie na zimowych środkach transportu!-ogłosił z dumą.
-Mianem zimowego środka transportu obwieszczasz sanki i jabłuszko?-zapytał Nath.
-No!
-To pozdro!-powiedziała Natalia.
-Człowieku, a tak poza tym, to nawet listopad się jeszcze nie zaczął!-wtrącił Jay.
-Dobra, uwaga, paczeć i się uczyć!-krzyknął Tom i zjechał na sankach ze schodów.
Zatrzymał się na drzwiach do przedpokoju. W jego ślady poszedł Siva, który odbył nieco krótszą trasę, głównie z tego powodu, że jabłuszko zostało w tyle, a ona na własnym tyłku zjechał ze schodów.
-Ała!-powiedział po swoim zjeździe.
-Co wy tu do cholery wyrabiacie?!-krzyknął Max, który wyszedł z kuchni.
-Testują zimowe środki transportu!-powiedziałam, kiwając głową.
-Ale to trzeba być debilem, że mieć takie pomysły.-stwierdził Max.
-My to przynajmniej coś robimy, ty też mógłbyś w końcu ruszyć tą swoją dupę!-krzyknął Tom, po czym zasadził kumplowi pięknego kopa w dupę.
                Potem zaczęli się ganiać po całym domu. Gdy już się uspokoili, wszyscy razem spędziliśmy mile wieczór. 

***************
 ten rozdział napisałam na mniej-więcej 4,5 strony A4 o.o to w ramach podziękowania za tylu obserwatorów, wyświetleń i komentarzy pod ostatnim rozdziałem ;* dziękuję ;* jutro jednak nie mam zawodów, ale mam w następny piątek, więc rozdział za tydzień będzie ;) ostatnio dziewczynom na czacie u Rev dużo pisałam o tym zamieszaniu z tymi badaniami i w ogóle... może teraz wyjaśnię co nieco xd te badania mam w sobotę, nie chcę mi się o tym myśleć, bo takie tam rzeczy będę mieć robione, że szok o.o trzymajcie kciuki, żebym je przeszła, bo jeśli nie przejdę, to nie mogę ligi grać ;c więc trzymajcie kciuki żebym przeszła i w niedzielę od 11:00, bo mecz gramy ;D a no i może na koniec taka miła informacja: najprawdopodobniej weszłyśmy do pierwszej ligi :D a tak się bałam, uf xd ale jeszcze nie do końca to pewne, ale wszystko na to wskazuje ;)
pozdrawiam ;*
love.

piątek, 17 lutego 2012

Rozdział 21


                -Dziewczyny, mamy niespodziankę!-obwieścił z ogromnym bananem na twarzy Tom.
-Co tym razem?-zaśmiałam się.
-Niedługo przyjdą Kesley, Michelle i Nareesha. Chcemy, żebyście się zapoznały.-powiedział.
-To wasze dziewczyny tak?
-Tak, a w przypadku Maxa narzeczona.-uśmiechnął się Tom.
-Naprawdę?-spojrzałam na Maxa.
W odpowiedzi pokiwał mi głową.
-To szczęścia w miłości!-uśmiechnęłam się.
-Na pewno się przyda, jeszcze ją jabłkami zbombarduje!-stwierdził Siva, po czym wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
-Albo Ciebie!-powiedział Max.
-Ja się nie boję, zawsze mogę się obronić arbuzami.-zaśmiał się.
-O, o, o! Ja będę rzucał bananami!-krzyknął Jay.
-Ja zamawiam banany, znajdź sobie coś innego!-powiedział Nath.
-Dobra, to biorę pomarańcze!
-Co mi zostało?-zapytał Tom ze smutną miną.
-Gruszki!-powiedziała Natalia.
-O! Ja biorę gruszki!-krzyknął uradowany Tom.
-Ale że o co wam z tym chodzi?-spytał zdezorientowany Max.
-Będziemy się tłuc z Tobą wybranymi przez siebie owocami!-krzyknął zachwycony Siva.
-Aha, spoooko.-powiedział Max dziwnie się na wszystkich patrząc.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Chłopaki zaczęli się na siebie patrzeć.
-Najmłodszy otwiera!-wrzasnął Tom, po czym schował się za kanapą.
-Wiedziałem!- odszedł w stronę drzwi.
-Hej wszystkim!-powiedziały dziewczyny, kiedy weszły do salonu.
-Gdzie Tom?-zapytała jedna z nich.
-W schronie!-krzyknął zza kanapy, po czym wychylił znad niej głowę, na której miał kask.
-Tom, a Ty znowu z tym.-zaśmiała się ta sama.
-Dobra, może się poznajcie.-zmienił temat Max.-Michelle, Kesley, Nareesha, to Tiffany i Natalia, Tiffany, Natalia, to Kesley, Michelle i Nareesha.-przedstawił Nas Max. Podałyśmy sobie ręce.
-No to co dziś robimy?-spytał Tom wychodząc zza kanapy.
-Zagrajmy w butelkę!-powiedziała Michelle.
-Dobra!-oświadczył Siva i poszedł do kuchni.
-Może taka być?-zapytał trzymając w ręku litrową butelkę po coli.
-Wszystko jedno!-powiedziała Nareesha.
Usiedliśmy wszyscy w kółku w salonie.
-Kto kręci?-zapytałam.
-Ja!-wyrwał się Tom i zakręcił. Wypadło na Sivę.
-Prawda czy wyzwanie?
-Hmm… Biorę prawdę!
-Jeśli byłbyś dziewczyną, którego z nas chciałbyś pocałować?-zapytał Tom z szyderczym uśmiechem.
Wszyscy się zaczęliśmy śmiać.
-Em, pomyślmy. Chyba jak już to Toma!-zaśmiał się Siva.-A teraz ja kręcę!
Wypadło na Jaya.
-Prawda czy wyzwanie?
-No chyba oczywiste, że wyzwanie!-parsknął.
-Musisz ubrać na siebie wszystkie pary bokserek, które są w naszym domu!
-Że co?!-zapytał zdziwiony.
-No tak, albo to robisz, albo łeb w kibel! Nie pamiętasz zasad?-zaśmiał się Max.
-No dobra…-wstał niechętnie i udał się najpierw do swojego pokoju, a potem do reszty chłopaków. Potem zszedł ze schodów. Miał bokserki na głowie, nogach, rękach… można powiedzieć, że wszędzie.
-Czyje są te ze Spidermenem?-zapytała śmiejąc się Kesley.
-Moje, a bo co? Nie podobają się?-zdziwił się Max.
Kesley nic nie odpowiedziała, cały czas się śmiała, podobnie jak my.
-Eh, trzeba będzie je wyparzyć!-skrzywił się Nath.
-Mogę to już zdjąć?-zapytał Jay.
-Już chyba tak!-zaśmiał się Tom.
-To macie!-krzyknął Jay i zaczął rzucać w nas nimi.
-Kręcę!-wypadło na Natha.
-Prawda czy..
-Wyzwanie!-przerwał mu Nath.
-Musisz zrobić 10 pompek z Tiffany na plecach!
-Lepiej nie, jeszcze się chłopaczyna połamie!-śmiał się Tom.
-Jakoś sobie poradzi, w razie czego to tylko do szpitala się z nim pojedzie.-stwierdził Seev.
-Dobra, rób to w końcu!-zdenerwował się Jay.
Odeszliśmy z Nathem trochę dalej. Położyłam mu się na plecach. Po ośmiu pompkach zaczął wymiękać.
-No dajesz stary, jeszcze trochę!-krzyknął Jay.
-Chcesz buziaka na zachętę?-zapytałam.
-Tak, poproszę.-nadstawił mi policzek.
Z trudem dokończył, ale dokończył.
-Teraz ja kręcę!-powiedział, kiedy już przyszliśmy.
Wypadło na Maxa.
-Mówię od razu, chcę wyzwanie!
-Idź do kuchni i odegraj tą scenkę z jabłkami, z której zawsze mamy tyle polewu.-powiedział Nath z ogromnym uśmiechem.
-O nie…
-No chyba, że wolisz nurkować w kiblu!
-O matko… Niech będzie.
Poszliśmy wszyscy do kuchni.
-Eh, jak to było?-zapytał drapiąc się po głowie.
-Dobrze wiesz, wszystko Ci opowiedziałem!-zaśmiał się Nath.
-Dobra, zaczynam.
Wziął do ręki kilka jabłek, około siedmiu i rzucił na podłogę trzy, po czym krzyknął: Pikachu, wybieram cię!, i rzucił na podłogę pozostałe. Nie mogliśmy się przestać śmiać.
-Ale ja dziś nie sprzątam!-wycofał się z kuchni Nath.
-Kto rozwalał ten sprząta!-krzyknął Tom, po czym wybiegł.
Kiedy już usiedliśmy, Jay zaczął:
-Ej, a pamiętacie, jak kiedyś zrobiliśmy domówkę i Max wtedy się tak strasznie nachlał, że zawadził o próg w kuchni i upadając na kafelki stwierdził, że „mamy bardzo miękki dywan”, a później, kiedy ja i  Siva chcieliśmy go zanieść do pokoju stwierdził, że on „dziś śpi na tym dywanie”?
-O tak, to było dobre!-zaśmiał się Seev.
-A potem przez 2 dni tak go kręgosłup bolał, że ledwo co chodzić mógł!-dodał Nathan.
-Wszystko słyszałem!-powiedział Max wchodząc do salonu.
Potem graliśmy jeszcze długo w butelkę, do tej pory, aż nam się znudziło.
-Obejrzyjmy jakiś film.-zaproponowała Michelle.
-Błagam, tylko nie horror. Zawsze kiedy do was przychodziłyśmy tylko horrory oglądaliśmy.-powiedziałam.
-To Avatar!-stwierdził Jay.
-O nie! Nie ma mowy! Nie mam zamiaru oglądać tego chyba po raz setny w moim życiu!-powiedział Nath.
-Weźmy coś romantycznego…-zaproponowała Nareesha.
-I jednocześnie dramatycznego…-dodała Kesley.
-Czyli?-zapytała Natalia, a my popatrzyłyśmy wszystkie na siebie.
-Titanic!-krzyknęłyśmy.
-Jeszcze tego brakowało!-złapał się za głowę Tom.
-Oglądamy Titanica i koniec kropka! A jak się nie podoba, to wypad z baru!-stwierdziła Michelle.
-Dobra, obejrzyjmy, bo jeszcze nam coś się stanie.-powiedział Nath.
-Czekajcie chwilę.-Tom wstał i poszedł na górę.
Wrócił z kilkoma pudełkami chusteczek.
-Przyda wam się !-powiedział kładąc je na stoliku.
Postanowiliśmy obejrzeć obie części. Pod koniec drugiej zauważyłam, że śpią wszyscy oprócz mnie i Natha. Po zakończeniu filmu powiedziałam mu o tym.
-I dobrze, będziemy mieć więcej czasu dla siebie.-uśmiechnął się.
Poszedł do kuchni nalać nam coś do picia. Ja wyłączyłam telewizor i poszłam do niego.
-Proszę.-powiedział dając mi szklankę soku pomarańczowego.
Kiedy skończyliśmy pić, złapałam go za rękę i zaczęłam ciągnąć, szepcząc przy tym: chodź.  Zaprowadziłam go nieopodal drzwi do jego pokoju. On oparł mnie o ścianę i zaczął czule całować po szyi...

*************************
tak, bardzo dawno nie dodawałam rozdziału xd ale gdybym miała netbooka w czasie mojej choroby to ach... byście codziennie rozdziały miały ;D kolejny będzie w czwartek, bo pewnie w piątek mam zawody i nie idę do szkoły, więc luzik ;D za pomoc w wymyślaniu pytania Toma i zadania Jaya w butelce dziękuję Sandrze ;* ten rozdział nieco dłuższy, bo jak to moja przyjaciółka nazwała z okazji 5000 wyświetleń ;* dziękuję ;*
pozdrawiam :D
love.