wtorek, 27 marca 2012

Nowy blog ;D

Postanowiłam założyć bloga, na którym będę opisywała zabawne sytuacje ze szkoły, dodawała zdjęcia itd. ;)
Serdecznie zapraszam: http://szkolne-odpaly.blogspot.com/
Miłego czytania ;D

Rozdział 27


                Nadszedł przeddzień mojego wyjazdu z Natalią do Polski. Chłopaki wraz z ich dziewczynami postanowili zorganizować nam mała imprezę pożegnalną. W końcu nie będziemy się widzieć około 2 miesięcy… Jak ja tak wytrzymam? Dobra, ale pomińmy to, najgorsze jest, że ja po prostu się boję… a czego, już niedługo się dowiecie.
Impreza miała zacząć się u nas  o 18:00. Już od jakiegoś tygodnia próbowałyśmy się jakoś ogarnąć z pakowaniem, ale nam to jakoś nie wychodziło… Tak więc skończyłyśmy dopiero dziś koło 15:00. Potem zaczęłyśmy się szykować na zabawę. Ja postawiłam na tradycyjną małą czarną, do której założyłam jakieś ze 12-centymetrowe szpilki, również tego koloru. Natalia natomiast ubrała się w piękną czerwoną mini (którą sama jej wybrałam na ostatnich zakupach ;D), a do niej też szpilki o podobnej wysokości do moich i odcieniu czerwieni. Obie delikatnie się umalowałyśmy, włączając niewielkie użycie czarnej kredki. Chłopaki założyli rurki a do nich koszule różnego rodzaju: Nath miał swoją ulubioną czerwono-białą w kratę, Tom zwykłą czarną, Max białą, Seev niebieską a Jay niebiesko-białą, też w kratę.
                Dziewczyny przyszły o równej 18:00, wyglądały przepięknie. Dużo rozmawialiśmy i się śmialiśmy, nie zabrakło również alkoholu, ale w umiarkowanych ilościach tym razem. Potem obejrzeliśmy jakiś film, ja to nawet nie oglądałam, myślałam o czymś zupełnie innym. Nim się obejrzeliśmy, była już północ. Nadszedł czas pożegnań z dziewczynami, bo już się jutro nie zobaczymy, a z chłopakami jeszcze tak, ponieważ samolot mamy dopiero po 14:00. Oczywiście ja pierwsza musiałam się rozkleić, chwilę potem dołączyła do mnie Natalia.
                                    
                                                          ***później***
                W ogóle nie mogłam spać, miałam ochotę się rozpłakać. W końcu po moich policzkach spłynęła pierwsza łza, potem kolejna… Żeby nie obudzić Nathana, po cichu wstałam z łóżka i poszłam do naszej łazienki. Zamknęłam drzwi, oparłam się o ścianę i zsunęłam z niej. Skuliłam się i zaczęłam płakać, teraz to już nieźle. Nie siedziałam zbyt długo sama, Nath postanowił do mnie przyjść.
-Kochanie, nie płacz. Wiem, że to będzie dla nas pierwsze rozstanie, ale wytrzymamy.-powiedział przytulając mnie do siebie.
-Nathan, Ty nic nie rozumiesz, nie o to tu chodzi.-wyszeptałam.
-Więc o co?
-No bo… ja się po prostu boję…
-Ale czego niby?
-Mojego byłego… ja się boję, że on wróci…
-Skąd wiesz?
-Kiedy ze mną zrywał, powiedział, żebym się nie martwiła, bo się jeszcze spotkamy…
-Tiffany, szczerze mówiąc, nie wiem czego się boisz. Wiem tylko, że złamał Ci serce i to nie raz, i że nie obchodziły go twoje uczucia. Ale dalej nic… Nigdy nie chciałaś mi o tym opowiedzieć, może jednak powinnaś?-zapytał ciepło.
-Chyba tak, wtedy wszystko zrozumiesz.-wzięłam głęboki wdech.-Poznaliśmy się w 1 klasie liceum, wiesz, nowa szkoła, nowi ludzie. Nasza znajomość zaczęła się od tego, że przywalił mi któregoś dnia drzwiami. Potem zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu, aż zaprosił mnie na kolację… Tak to się wszystko zaczęło. Na początku było wręcz idealnie. Jakiś czas później zaczął się dziwnie zachowywać. Zaczęłam go podejrzewać o zdradę. Nawet zobaczyłam kilka razy, jak całował się z innymi dziewczynami. Powiedziałam mu o tym, chciałam z nim zerwać, ale on nie chciał. Wszystkiego się wypierał. I nie chciał się ode mnie odczepić. Ja już zachowywałam się tak, jakbyśmy się nie znali. W końcu pierwszy raz mnie pobił. Wtedy dość delikatnie. Potem to się powtarzało, wszystko ukrywałam przed rodzicami. Siniaki na twarzy zakrywałam grubą warstwą pudru, resztę ciała zasłaniałam ubraniami ile się dało… W końcu, pewnego wieczora przyszedł do mnie, kiedy byłam sama w domu. Znalazł na zewnątrz klucze i wszedł. Ja kazałam mu wyjść, ten zaczął opowiadać jakieś bajeczki, że wszystko będzie dobrze, już nigdy się tak nie będzie zachowywał. Ja nie słuchałam, on się wkurzył. Zaczął podchodzić do mnie coraz bliżej. Zaczęłam się cofać. Ale on przerzucił mnie sobie przez ramię i zaniósł do mojego pokoju. Zaczęłam go kopać, szarpać się, krzyczeć… Ale on… on był silniejszy. Zaczął mnie rozbierać… Ale ja nie chciałam… On mnie… on mnie… on mnie zgwałcił…-wyszeptałam i ponownie zalałam się łzami.
Wiedziałam, że Natha zatkało, w końcu chyba nie dziwne… Przytulił mnie tylko mocniej do siebie i nic nie mówił na razie.
-A to sukinsyn.-syknął.
-Wiesz o tym tylko Ty i Natalia, i zachowujesz to dla siebie.-powiedziałam.
-No wiem. Nie martw się o to. A tak w ogóle… to jak on się nazywa?-zapytał nieśmiało.
-Ma na imię Damian, w końcu z Polski jest.
-Też fakt. Może lepiej chodź spać, potem będziesz zmęczona. Jest już po 02:00.
-Mogłabym tu przesiedzieć do rana. Różnicy mi to nie robi. I tak nie usnę.
-Uśniesz, uśniesz. Zobaczysz. No chodź.-powiedział i bez pytania wziął na ręce.-Przecież widzę, że jesteś zmęczona. Musisz odpocząć.-pocałował mnie w czoło.
No i miał rację. Niedługo potem usnęłam, chyba dlatego, że czułam przy sobie jego obecność i wiedziałam, że jestem bezpieczna… na razie.
                Następnego dnia wszyscy wstaliśmy po 12:00… i zaczęliśmy latać jak poparzeni po całym domu. Najlepsze było to, że Tom na schodach przewrócił się o własne sznurówki i zaliczył przepiękną glebę, tuż za nim biegł Siva, który nie miał wyboru i musiał nad nim przeskoczyć, w efekcie sam się wywalił i upadł na Toma. Dołączył do nich chwilę potem Max, który zapatrzony w swój telefon potknął się o nich i wylądował razem z nimi. Ja widziałam wszystko dokładnie i nie mogłam opanować się od śmiechu. Zaczął mnie nawet boleć z tego powodu brzuch.
                Na lotnisku zaczęliśmy się żegnać, trwało to około 30 min. Każdego wycałowałam i wyprzytulałam. W końcu nadszedł czas wylotu… Pocałowaliśmy się z Nathem ostatni raz i musieliśmy się rozstać…
                W  samolocie tylko myślałam o tym, że mogę być po moim powrocie zagrożona… Cały czas miałam przeczucie, że stanie się coś złego… Obym się myliła. Oby…

*******************
oto i rozdział, ten pierwszy z tych "szokujących" ;D i jak? podoba się? :D piszcie ^^ jednak jutro nie gram meczu, bo ta drużyna, z którą mieliśmy grać wycofała się z rozgrywek xd w niedzielę też nie gram, bo coś przełożony chyba jest xd next będzie raczej dopiero we wtorek albo w czwartek następny, w ten nie mam czasu niestety, pewnie będę robić z koleżanką ciasto na Słodki Wtorek do szkoły ;D
pozdrawiam :D
love.

piątek, 23 marca 2012

A takie tam 2, czyli część druga ;D

Tak, jako że z tego powodu, że na tamtej "niespodziance" wiele osób się nie zmieściło, zrobiłam drugą ;). Mam nadzieję, że wam się spodoba równie jak poprzednia, i że teraz już wszyscy są ;D A jak nie, to zrobię kolejne xd. A no i jednak następny rozdział nie będzie jeszcze dramatyczny ;) Działo się będzie na 100 % za 2 rozdziały :D I dziękuję bardzo za ponad 9000 wyświetleń ;*.

Oto moje dzieło, również z mojego Monciaka ;D:





pozdrawiam ;D
love.

czwartek, 22 marca 2012

Rozdział 26


                -W ogóle mi się nie chce spać.-powiedziałam, kiedy weszłam z Nathem do jego pokoju.
-To może pójdziemy na nocny spacer po Gloucester?-zaproponował.
-Bardzo chętnie.
Zarzuciliśmy na siebie kurtki, bo było już dość chłodno na dworze, w końcu to prawie połowa listopada… Wtuleni w siebie przemierzaliśmy ulice Gloucester. W powietrzu panowała niezwykła cisza, miasto wyglądało tak, jakby nie było w nim żywej duszy. Chociaż nie dziwię się, było już grubo po północy. W końcu doszliśmy do jakiegoś niedużego parku, gdzie usieliśmy na ławeczce. Przez chwilę nie odzywaliśmy się, do czasu, kiedy Nathan zapytał:
-Kochanie, kiedy jedziesz do swojej rodziny? Bo coś mi kiedyś wspominałaś…
-Gdzieś w połowie grudnia i wracam po Nowym Roku.
-To od tego momentu zobaczymy się dopiero w lutym…
-Co?-natychmiast podniosłam głowę z jego ramienia.-Ty chyba żartujesz, nie?
-Przykro mi… Taką mam pracę, trasy koncertowe itd… Ale potem nadrobimy ten czas, obiecuję.
-Jeszcze mam w tym czasie ferie, kiedy Cię nie ma. Chyba się na śmierć zanudzę.
-Są Mistrzostwa Europy Piłki Ręcznej Mężczyzn. Masz już zajęcie na wieczory.-zaśmiał się.
-Super. Dzięki za pocieszenie.
-Będzie dobrze, nie martw się.-przytulił mnie i pocałował w czoło.
Posiedzieliśmy tam jeszcze jakąś godzinę, po czym udaliśmy się do domu. Weszliśmy najciszej jak potrafiliśmy, żeby nikogo nie obudzić. Udało nam się. Niedługi czas potem zasnęliśmy wtuleni w siebie.
                Rano obudził mnie czyjś oddech na mojej szyi, chyba nie muszę mówić, czyj. Chwilę potem poczułam czułe pocałunki na niej. Ach, jak ja to kocham.
-Nathan, znalazłeś nowy sposób budzenia mnie?-zaśmiałam się w między czasie.
-Tak. Podoba się?
-I to bardzo.
-To pozwól mi kontynuować.-powiedział i powrócił do swojego zajęcia.
Przerwaliśmy te czułości dopiero wtedy, kiedy usłyszeliśmy pukanie do drzwi, a chwilę potem informację, że śniadanie będzie za jakieś półgodziny. Powoli zaczęliśmy się ogarniać, ja to trochę szybciej, wiadomo.
                Z Gloucester wyjechaliśmy w godzinach popołudniowych, czyli koło 16:00. Nie ma to jak po dwudziestominutowej jeździe stanąć w gigantycznym korku! Ciągnął się chyba do samego Londynu, męczarnia.
Do domu wpadliśmy po 21:00. A tam- smród, bród i ubóstwo! Chyba inaczej tego nie nazwę. Po całym salonie i kuchni walały się resztki jedzenia, głównie chipsów czy innej chemii, jak to moja mam mówi. Nie zabrakło również pustych butelek po piwie i wódce. Kanapy były poprzestawiane w nieładzie, jedna nawet została przewrócona. Stołki z kuchni również walały się wszędzie. My staliśmy jak  dwa słupy soli i wpatrywaliśmy się w to pobojowisko.
-Oo nie, ja nie mam zamiaru tego sprzątać!-powiedziałam po kilku minutach takiego stania.
-Ja też!
-Mam pomysł.
Chwilę potem wbiegłam po schodach i wparowałam, bez pukania do pokoju Toma.
-Wstawaj!-wydarłam się, jak najgłośniej umiałam, a ten z zaskoczenia spadł z łóżka.
-Czego Ty chcesz o tej porze?!-zapytał z wyrzutem.
-Ee, człowieku, jest po 21:00! A czego chcę?! Co to za syf w domu?!
-Pff, jaki syf?-parsknął opluwając przy tym siebie.- To tylko artystyczny nieład!
-Oj bardzo! Takiego chlewu, to ja jeszcze nigdy w życiu na oczy nie widziałam! Bierz swoich koleżków i do roboty! Ja z Nathem nie będę tego sprzątać, dopiero co przyjechaliśmy.
-Dobra, czekaj no moment!-oznajmił, po czym wyszedł z pokoju.
Otworzył wszystkie drzwi od pokoi chłopaków, po czym wydarł się:
-Ej, chopy! Wstajemyyy! Będziemy robić sprzątu- sprzątu!
Pierwszą rzeczą, którą było słychać to głośny huk, ponieważ wszyscy spadli z łóżek na podłogę w tym samym czasie, potem serię przekleństw i jakoś przytargali się na dół. Wyraźnie od każdego z nich było czuć alkohol.
-No, na co czekacie? Sprzątać!-rozkazał Nath.
-Tu macie mopa, tam odkurzacz i komplet ścierek plus wiadra.-powiedziałam pokazując na ustawiony sprzęt.-A tak w ogóle, gdzie Natalia?
-Poszła na weekend do Kate, zobaczycie się jutro w szkole.-oznajmił Jay.
-Aha, ok.
Zostawiliśmy naszą kochaną gromadkę sam na sam ze sprzątaniem. Byłam zmęczona, więc czym prędzej udałam się do łazienki zrobić gorącą, aromatyczną kąpiel. Tak, tego mi było trzeba. Po mniej- więcej godzinnym relaksie zeszłam sprawdzić, jak idzie chłopakom. Coś cienko, ale pierwsze efekty roboty było już widać. Chociaż kanapy i stołki ustawili  jak trzeba… i butelki po piwach i wódce sprzątnęli. To już coś! A jak sobie dalej poradzą i ile im to się zejdzie, to już mnie nie interesuje. Ja marzę tylko spaniu. Zaczęłam wchodzić po schodach, już miałam kierować się w stronę mojego pokoju, kiedy Nathan znienacka wziął mnie na ręce i zaniósł do siebie.
-Przecież nie ma Natalii, to nie będziesz spać sama. Tylko ze mną.-stwierdził i pocałował w usta.
-A jeśli się nie zgodzę, to co?-zapytałam z chytrym uśmieszkiem.
-Nie masz takiej możliwości, kotku.-odpowiedział.
-No skoro tak mówisz… A teraz proszę, daj mi się położyć, bo jestem strasznie zmęczona.-poprosiłam.
-Oczywiście, już.
I wziął mnie na ręce ponownie, po czym położył na łóżku. Chwilę potem do mnie dołączył, a ja wtuliłam się w niego, po czym natychmiast zasnęłam. 

******************
sorry, że tak krótko xd mam pomysł na kolejny rozdział, a na te ostatnie 2 nie miałam za bardzo xd taak, już raczej w następnym będzie się działo, oj będzie :D przynajmniej mi się tak wydaje xd następny za tydzień pewnie ;) ilość komentarzy pod ostatnim rozdziałem tak mnie mile zszokowała :o to rekord jak dotychczas ^^ bardzo dziękuję, te komentarze naprawdę podnoszą mnie na duchu :)
pozdrawiam ;D 
love.

A takie tam ;D

Przedstawiam wam moją "niespodziankę" xd. Pomysł ten narodził się w mojej głowie wczoraj przed treningiem xd I tak oto powstał! xd "Dzieło" to pochodzi z mojego ukochanego Samsunga Monte ^^. Mam nadzieję, że chociaż trochę wam się spodoba ;p. I przepraszam, jeśli o kimś zapomniałam, ale to przez moje niedopaczenie (przepraszam, mam na to fazę xd), a także brak miejsca xd. Rozdział za niecałą godzinę ;).
Oto i to:



I co? Może być? :D
Piszcie w komentarzach :)

wtorek, 20 marca 2012

Rozdział 25


                Następnego dnia obudziłam się… u Nathana? Co ja tu robię, przecież zasypiałam u siebie? A dobra tam, nieważne. Już miałam wstać z łóżka, kiedy Nath złapał mnie za nadgarstek, uniemożliwiając mi tym samym zrobienie tego.
-Gdzie to się moje kochanie wybiera?-zapytał.
-A możesz mi powiedzieć, co ja tu w ogóle robiłam?-zaśmiałam się.
-Natknęliśmy się na siebie około 03:00 nad ranem na korytarzu, no to pozwoliłem sobie Ciebie porwać. Nie protestowałaś za bardzo, poza tym mówiłaś, że Cię głowa boli, to wolałem być przy Tobie.
-Och, jakiś to opiekuńczy.
-Cały ja!
-A teraz pozwól mi zejść na dół.-poprosiłam.
-Zastanowię się.
-Nathan…?
-No dobra już dobra.-oznajmił, po czym puścił mnie z niechęcią.
W  salonie zastałam Toma wraz z ładnie opakowanym, dość dużym pudełkiem.
-Tak jak obiecałem, odkupiłem. Proszę.-powiedział wręczając mi prezent.
-No, no, kto by pomyślał, że tak szybko to zrobisz!  
-Wszystkich zaskakuję! A teraz otwórz i powiedz, czy Ci się podoba.
-Ok.
Usiadłam na kanapie i zaczęłam rozrywać ozdobny papier. Pod nim było spore pudełko, na którym rysunek przedstawiał… laptopa z firmy Apple! Spojrzałam na Toma z niedowierzaniem, a on tylko się uśmiechnął. Czym prędzej otworzyłam je i wyciągnęłam z niego mój nowy sprzęt. Laptop był niezwykle cienki i miał śnieżnobiały kolor. W porównaniu z tym cudem, mój poprzedni mogłabym z powodzeniem nazwać gratem, złomem itp.
-Wow, Tom, nie musiałeś mi aż kupywać TAKIEGO laptopa.
-Oj, to wiesz, takie na zapas. Nie martw się, jeszcze nie raz Ci w życiu coś rozwalę.
-Dzięki za ostrzeżenie. To ja może lepiej pójdę pochować moje drogocenne rzeczy!-zaśmiałam się i weszłam schodami na piętro.
                                                     
                                                     ***wieczorem***
                -Nathaaaan! Odbierz w końcu ten cholerny telefon!-wydarł się Max niosąc jego własność w ręku.
-No dobra, dawaj mi to! Halo?... Eee, mama? Tak, to prawda… Tak, to moja dziewczyna… Tak, kocham ją i to bardzo… Co?!... Ale to kiedy?... Dobra, jak się jej zapytam, to odwonię, ok?... To pa.-rozłączył się.- Tiffany, kochanie, masz jakieś plany na weekend?
-Poza meczem w sobotę, to raczej nie. A czemu pytasz?
-Moi rodzice chcą Cię poznać… I tak sobie pomyślałem, że może byśmy po twoim meczu pojechali do nich na resztę weekendu?
-Dla mnie może być, pewnie. A tak w ogóle, to gdzie oni mieszkają?
-W Gloucester. I mam jeszcze siostrę.
-Mam nadzieję, że się im jako-tako spodobam.-zaśmiałam się.
-O to się nie musisz martwić.-zapewniał mnie.
                                                                        
                                                          ***sobota***
                -Matko, jakie korki!-jęknęłam, kiedy stanęliśmy już w którymś z kolei, i to w samym Londynie.
-Jest sobota, nie ma się co dziwić. Jakoś przeżyjemy.
Po prawie pięciu godzinach jazdy (jeśli jazdą można nazwać stanie po półgodziny w korkach), dojechaliśmy pod dom rodzinny Natha.
-Nie, ja wezmę wszystkie walizki i torby.-powiedział, kiedy chciałam wziąć moje rzeczy.
-Nath, poradzę sobie, nie będziesz wszystkiego dźwigać!-dodałam i wzięłam kilka toreb.
Trafiliśmy akurat na obiad. Po przywitaniu się ze wszystkimi zasiedliśmy do stołu. Nie obyło się bez masy pytań posłanych w moją stronę. Musiałam opowiedzieć o moim życiu, jednak historię o byłym postanowiłam zachować dla siebie. Wie o tym tylko Natalia, nawet nie powiedziałam o tym Nathanowi i rodzicom... To zbyt bolesny i przykry dla mnie temat… Najwięcej zainteresowania w domownikach zrobiła moja „kariera” w piłce ręcznej. Jednak z tego co widziałam, tata Natha nie był  zbyt zainteresowany tym faktem, nie zadawał żadnych pytań ani nic… Ogólnie, zachowywał się trochę dziwnie.
                Po obiedzie pomogłam posprzątać, a kiedy zostałam z Nathem sama, postanowiłam z nim trochę pogadać.
-Nathan, czy Ty też masz takie wrażenie, że twój tata za bardzo mnie nie polubił?-zapytałam nieśmiało.
-Też mi się tak wydaje… Ale nie przejmuj się. A tak poza tym, to on nienawidzi ręcznej. Szczerze mówiąc, ja też jej nie lubiłem, ale kiedy dowiedziałem się, że jest jakiś mecz i to niedaleko nas, to postanowiłem obejrzeć…
-I popatrzeć na dziewczyny?-zaśmiałam się.
-Powiedzmy. Ale nie to, że chciałem od razu każdą podrywać. Ale nie mogłem tak patrzeć na Ciebie, kiedy płakałaś, to postanowiłem Cię pocieszyć… A dalej to już wiesz.-uśmiechał się  i objął w pasie, po czym posłał mi czuły pocałunek.
-Ach, jakie to słodkie!-powiedziała z uśmiechem Jessica (siostra Natha), która weszła akurat do kuchni.
My jak oparzeni oderwaliśmy się od siebie.
-Musiałaś akurat teraz zawitać w progi tej zacnej kuchni?-zapytał Nath z ironią w głosie.
-Tak, przecież ja mam wspaniałe wyczucie czasu!-zaśmiała się.
-Nie trudno nie zauważyć-stwierdziłam z uśmiechem.
-Szczególnie tobie, bo Ty to musisz mieć oczy dookoła głowy na boisku!-zaśmiała się ponownie.
-No ba!
-Jejku, jak ja Ci współczuję za te wszystkie groźby i wyklinanie… Dla mnie to nie do pojęcia! Jak tak można? Przecież prawdziwym fankom powinno zależeć na szczęściu swojego idola, a nie wyskakiwać z czymś takim.
-Taa i jeszcze co to się działo jednego dnia w szkole, ile ja się nasłuchałam. Cindy nawet taką jedną pobiła, potem się okazało, że ma rękę złamaną.
-No, nieźle! Ja też bym taką po mordzie zdzieliła!
-Mordo Ty moja!-podeszłam do niej i przytuliłam.-Druga ja, tylko młodsza wersja!-zaśmiałam się.
-Dobra, to ja was zostawiam, widzę, że potrzeba wam trochę pogaduszek. Tylko Tiff, potem wróć do mnie, mój pokój to trzeci od lewej na piętrze. Pa.-powiedział i pocałował w czoło.
-Pa.
Przegadałam z Jess dobrych kilka godzin, potem wszyscy razem zjedliśmy kolację, po której obejrzeliśmy jakiś film. Zaczęłam też łapać coraz lepszy kontakt z mamą Natha, z Jess rozmawiałam już tak, jakbyśmy znały się od dzieciństwa. Była ode mnie tylko o rok młodsza. Jednak z jego tatą nie miałam odwagi zacząć rozmowy, czasami posyłał mi dziwne, nawet można powiedzieć wrogie spojrzenie. Mam nadzieję, że z czasem moje kontakty z nim się polepszą…

**************************
przepraszam, że taki krótki, ale jakoś nie szło mi to pisanie :/ coś ostatnio tak mało komentarzy... xd dodawajcie, proszę, to mi pomaga ;* w niedzielę nie mam meczu, jest przełożony na następną środę o 17:00, gdyż nasz trener jedzie ze starszymi od nas na trzydniowy ;D to trzymajcie wtedy kciuki ^^ bo może być ciekawie xd ogólnie, myślałam, że ten tydzień zacznie się wielką porażką, bo w poniedziałek miał być sprawdzian z polskiego i kartkówka z historii, a nie było ani tego ani tego hahahahaha :D dziś miał być sprawdzian z biologii i też go nie było xd ja to mam szczęście xd + dzisiejsze odpały na WOSie, bolał mnie brzuch ze śmiechu  xd następny pewnie w czwartek ;) a jutro wybieram się na zakupy ;D 
pozdrawiam ;*
love.

czwartek, 15 marca 2012

Info -,-

Przepraszam, nie dam rady napisać dziś rozdziału ;c. Po dzisiejszych finałach mam rzecz jasna, tradycja obtarte stopy i bolącą głowę jak nie wiem. Plus obite prawe udo i biodro. Zajęłyśmy drugie miejsce, jeden mecz wygrałyśmy 10 punktami chyba, drugi przegrałyśmy ze 3? Ale były momenty, że to my prowadziłyśmy tymi 3 bramkami -,-. Prawie się poryczałam, było mi tak szkoda ;c. Ja strzeliłam 1 bramkę, a tak naprawdę 2, tylko według szanownego pana sędziego nadepnęłam na "kreskę" -,-. Ale ja patrzyłam, żeby nie wdepnąć, i nie wdepnęłam! No ale cóż, nie będę się wykłócać -,-. Także ponownie nie mam humoru ;c. I ochoty na pisanie, jeszcze muszę lekcje z dziś wziąć i odrobić na jutro -,-. Także rozdział w czwartek, albo w środę. Bo w środę w szkole Dzień Wiosny, nie ma lekcji, to po co iść? ;D W niedzielę przegrałyśmy, lepiej nie powiem ile xd. Ale strzeliłam bramkę wtedy, cud xd.
pozdrawiam ;*
love.

czwartek, 8 marca 2012

Rozdział 24


                                                ***środa, przed badaniami***
                -Ale wy, zostajecie w samochodach!-powiedziałam wskazując na chłopaków, kiedy wysiedliśmy.
-Dlaczego?!-zapytał zdziwiony Tom.
-Jeszcze was tam brakuje!
-Ale wy jesteście...-parsknął Max.
                Nie musiałyśmy długo czekać na mikrobus i resztę zespołu. Po dojechaniu na miejsce, jak się okazało musiałyśmy sobie założyć karty, dopiero potem udałyśmy się na badania. Pierwsza poszłam ja. Weszłam do gabinetu. Była tam leżanka z jakimś sprzętem na boku i ciąg szafek z jakimś zlewem.
-Zdejmij buty, rozbierz się do połowy i zdejmij stanik.-powiedziała jakaś babka.
Eee, WTF? Jeszcze czego! Będzie mnie tu rozbierać. Popatrzyłam na nią chwilę, jak na debilkę, aż w końcu zrobiłam to co mi kazała. Po wykonaniu EKG serca, dostałam kopertę z moimi danymi i wynik badania. Kiedy wyszłam z gabinetu, myślałam, że oszaleję.
-A wy co tu robicie?! Mieliście zostać!-powiedziałam podchodząc do naszej bandy.
-Pff, myślałaś, że się posłuchamy? My tu musimy być!-stwierdził Tom.
-Co ci robili?-zapytał Max.
-EKG serca. Wiecie, musiałam się rozbierać.-powiedziałam unosząc brwi.
-Ale, że tak rozbierać, że wiesz… że no ten… eee…-plątał się Nathan.
-Tak, ale od pasa w górę.
-Ohoho, ale tan facet zaraz dostanie po mordzie!-powiedział i ruszył szybkim krokiem w stronę gabinetu.
-Nath, Nath stój!-krzyknęłam, kiedy złapałam go za rękę.-Spójrz na mnie.-poprosiłam. Kiedy już to zrobił, powiedziałam:-Słuchaj, to badanie robiła mi babka, więc nie masz się co przejmować!-zaśmiałam się.
-A co z tego? Czy ja wyraziłem zgodę? Nie! Więc i tak dostanie!-stwierdził  i znów chciał iść w poprzednią stronę. Ale ja mu na to nie pozwoliłam.
-Przestań.-powiedziałam i pocałowałam w usta.
Potem wróciliśmy do chłopaków.
-Naruszyli tam twoją prywatność!-powiedział Tom, po czym złapał się za usta.
-Eee tam, Nathan ją ciągle narusza!-powiedział Max.
-Mhm, na pewno. Chyba Ty Michelle.-obruszył się Nath.
-Pokaż to, o to to.-powiedział Jay i wyrwał mi z ręki wynik badania.
-Ile słupków! Ale  to fajne!-stwierdził po chwili.
-Eee, Jay, nie chcę przeszkadzać, ale trzymasz to do góry nogami.-zaśmiałam się.
-Tak? No patrz!
-Chyba „pacz”-poprawił go Siva.
-Kup se paczadłowzmacniacze Jay!-powiedział Nath.
-Dobra, idę na badania ogólne. Dawajcie mi to!-wyrwałam im wynik z rąk.
Całe szczęście, że nie wykryli nic u mnie, uff. Tym razem badania ogólne i mierzenie robił nam doktor. Wszystkie byłyśmy zdrowe, poza Jen, która jak się okazało ma coś z tarczycą i Alice, która ma lekkie skrzywienie kręgosłupa. Ale lekarz podpisał im zgody na grę. I całe szczęście.
                                                     *** sobota, mecz***
                -Czy ja dobrze widzę?-powiedziałam, kiedy weszłam na halę.
-O co ci chodzi?-zapytała zdziwiona Cindy.
-Popatrz na trybuny. Gość z aparatem, dużym aparatem. I na dodatek gapi się na mnie. To musi być paparazzi.
-O kurde! Jeszcze się nie uspokoili… Już widziałam o was kolejny artykuł w gazecie.
-Taa, a ja z tego wszystkiego usunęłam Facebooka i Twittera, a nawet Nk!-powiedziałam. -Gdzie są chłopaki? Przecież mieli już przyjść!
-Idą!-powiedziała Natalia.
-Co to ma być?!-zapytałam się, kiedy do nich podbiegłam.
-Ale co?-spytali zdziwieni.
-Na trybuny spójrzcie.
-Dobra chłopaki, wyjmujemy kasę.-powiedział chwilę potem Max.- Ile macie?
-Ja mam… 100 dolców.-oznajmił Nath, kiedy wyjął portfel.
-Ja też.-dodał Siva.
-Ja mam 50.-powiedział Max.
-Ja również.-oznajmił Jay.
-A ja mam… 10…-powiedział Tom.
-Oo, co tak słabo?-zaśmiał się Max.
-Pewnie mnie ktoś okradł!
-Ej, idziemy, może odpuści sobie ten gósciu. –ponaglił Nath.
Jak się okazało, faktycznie tak postąpił. Mecz był dość ciężki, ale najbardziej martwiła mnie gra Natalii, która była co najmniej zła…
-No traf w końcu!-krzyknęłam, kiedy strzeliła w słupek już któryś raz.
W trakcie przerwy, postanowiłam z nią pogadać.
-Dziewczyno, co Ty dziś grasz? No co Ty dziś grasz?!-zaczęłam.-Jak można nie wcelować tyle razy, przy takim wjeździe i kiedy ci nikt nie przeszkadza?! Albo trafić centralnie w bramkarkę z kontry?!
-Nie wiem co mi się stało, przepraszam…-schyliła głowę.
-Skup się błagam. Ja pamiętam, jak grałam pierwszy mecz tutaj, Też mi było ciężko, ale się w końcu opanowałam.-Wygramy, teraz jest remis, ale kiedy zaczniesz lepiej grać, już go nie będzie.
-Wiem.
-Tylko spokojnie.
Po kolejnej ciężkiej połowie, wygrałyśmy 20:16. Niestety Cindy wybiła palec, a Jen stało się coś w kolano i nie mogła grać większości tej części. Ale wynik jest dla nas korzystny, więc trzeba się cieszyć.
                                                      ***wieczór***
                Postanowiłam na chwilę iść do pokoju i zostawiłam laptopa w salonie. Szkoda, że wcześniej nie wiedziałam, co się z nim stanie… Kiedy zeszłam ze schodów, myślałam, że dostanę zawału.
-Toooom! Natychmiast do mnie!-krzyknęłam wściekła.
-O co chodzi?-zapytał, jakby nigdy nic, kiedy wszedł do salonu.
-Coś Ty zrobił z moim laptopem?!
-Dlaczego do razu, że to ja?
-Bo zawsze, kiedy coś w tym domu zostanie całkowicie, lub nawet częściowo rozwalone, to to jest twoja wina! A to już na pewno!-krzyknęłam i wzięłam do ręki mojego laptopa, który był cały popękany i miał zniszczony ekran… Nie nadawał się w  najmniejszym stopniu do użycia.
-Eee, no dobra! To byłem ja!
-Co Ci do łba strzeliło?!
-No bo ja z Jayem chciałem sprawdzić jego wytrzymałość… no i kiedy go zrzuciłem ze schodów to…
-Że co zrobiłeś?!
-Ej ,co tu się wyrabia?-zapytał Nathan, który właśnie wszedł do salonu.
-Tom mi rozpieprzył laptopa!
-To był wypadek!
-Jaki wypadek?! Człowieku, ile Ty masz lat?! 5?!
-Nie martw się kochanie, kupię Ci nowy.-pocieszał mnie Nath.
-O nie! Nowy, kupi mi Tom! I to jutro z rana! A jak nie, to z twoim zrobię to samo!
-No ok, ok…
-Może byś tak mnie w końcu przeprosił?-zapytałam.
-Przepraszam, naprawdę przepraszam.
-Z kim ja mieszkam…-złapałam się za głowę, kiedy odchodziłam.
-Sprzątnąć pozostałości tego laptopa?-zapytał Tom.
-Nie kurde! Zostaw to wszystko na środku salonu, żeby było artystycznie!-odpowiedziałam sarkastycznie.
-Aha, czyli sprzątnąć.-usłyszałam jeszcze, kiedy wchodziłam po schodach.
                Kiedy weszłam do naszego pokoju, opowiedziałam wszystko Natalii. Potem zaczęłyśmy się głośno śmiać i zastanawiać, czy kiedyś też będziemy tak stuknięte. 

******************
w niedzielę niestety nie pojechałam na mecz, z powodu moich nieszczęsnych nóg -,- za tydzień mam finały regionów, więc nie wiem czy pojawi się rozdział, jeśli będę w takim stanie jak w piątek, to na pewnie nie xd w sobotę jadę oglądać mecz dziewczyn starszych z naszej drużyny, które grają też w Varsovii ;D a w niedzielę gram mecz mojej grupy ^^ trzymajcie kciuki :D
pozdrawiam ;D
love.

wtorek, 6 marca 2012

Info.

Hej ;D
Ostatnio mam jakies problemy z bloggerem :/. Jesli mi sie uda, to dodam rozdzial w czwartek ;D. Przepraszam za brak polskich znakow, cos mi sie schrzanilo xd.
Pozdrawiam ;D
love.

piątek, 2 marca 2012

Informacja.

Bardzo przepraszam, ale nie uda mi się dziś dodać rozdziału -,-. Dzisiejsze mecze były naprawdę ciężkie, a my na dodatek nie miałyśmy ławy :/. Dzisiaj zrobiłam ponad godzinę czystego biegania! Po tym wszystkim strasznie boli mnie głowa, jak nigdy ;c. Mam obtarte stopy i na dodatek purchle na nich -,-. Ledwo co mogę chodzić :(. I jeszcze nie dość tego, to ten dzień jaki pechowy: rano musiałam napisać kartkówkę z matmy, prawie nic nie umiałam, potem naszej najlepszej zawodniczce z drużyny jakaś idiotka prawie oko wydłubała, przez co nasza ma teraz wielkie limo i nieco rozciętą powiekę, a ja nic nie trafiłam -,-. Jeszcze z jakąś się na boisku szarpałam, przez co dostałam żółtą kartkę, a wcześniej jeszcze mnie wkurzyła tym, że mnie ciągle trzymała za brzuch, ręce i biodra, to ja ją za tą rękę pociągnęłam i się obie glebnęłyśmy xd. Na koniec ostatniego meczu zrobiłam pięknego karnego ze skrzydła z obrotem w powietrzu i upadkiem dupą o podłogę xd. I tamta na dodatek dostała 2 minuty ^^. Tak więc cała obolała jestem i nie mam humoru na pisanie rozdziału, ani  na nic -,-.
pozdrawiam ;D
love.

czwartek, 1 marca 2012

Rozdział 23


                -Dobra, idę po browara!-oznajmił w pewnym momencie Tom.
-Weź i nam!-krzyknął Max, kiedy tamten wchodził do kuchni.
-O taaak, żebyś się nachlał, a potem zrobił kolejną akcję z jabłkami? Jeszcze czego!-zaśmiał się Nath.
-Cicho młody! Nie wtrącaj się w sprawy dorosłych!-pogroził mu palcem Max.
-Dorosłych? A gdzie oni są?-zapytał i zaczął rozglądać się po salonie.
-Macie.-powiedział Tom i zaczął dawać każdemu po puszce piwa.
-Ja nie chcę.-powiedziałam, kiedy przyszła moja kolej.
-Ja też.-dodała Natalia.
-I ja też nie.-wtrącił Nath.
-Trudno, będzie więcej dla nas!
Max, Tom i Jay błyskawicznie wypróżnili swoje puszki.
-Idę po więcej!-krzyknął Tom, po czym wstał z kanapy, zachwiał się i poszedł w stronę kuchni. Jednak nie doszedł tam tak od razu. Poślizgnął się na jabłuszku Sivy, które walało się gdzieś po salonie. Zaliczył przepiękną glebę na plecy.
-No rzesz cholera jasna!-wydarł się, chyba jak najgłośniej mógł.-Ten dom stwarza zagrożenie dla życia!-dodał.
-Dla twojego? Dla twojego stwarza zagrożenie wszystko i o każdej porze!-zaśmiałam się.
Jakimś cudem wstał, po czym kopnął w jabłuszko i krzyknął:
-Cholerstwo!
Potem zawadził jeszcze o próg w kuchni, ale jakoś złapał równowagę. Po opróżnieniu wszystkich puszek, które były w domu, jak można się domyślać, posnęli.
-Ej no! Jak ja mam wejść na górę?-spytałam wskazując na schody całe w folii.
-A po chcesz tam iść?-zapytał Siva, który jako jedyny wraz z Nathem nie był nachlany.
-No chyba logiczne, że jeśli jest już dość późno, a jutro muszę wcześnie wstać, to chcę się położyć spać.-odpowiedziałam.
-Mi też by się przydało.-dodała Natalia.
-Dobra Nath, zwijamy folię!-stwierdził Siva.
Po wykonaniu roboty chłopcy stwierdzili, że nie mają dziś ochoty przenosić napranej trójki do ich pokoi, więc będą spać, tak jak ich opuścili.
                                              ***następnego dnia, w szkole***
                -Ej, dziewczyny, chodźcie ze mną do szatni, zapomniałam wziąć portfela z kurtki.-powiedziała Cindy na długiej przerwie.
-O czym to Ty ostatnio nie zapominasz!-zaśmiała się Kate.
-Oj, no jak się poznało takiego fajnego chłopaka…-uśmiechnęła się.
-Jakiego?-zapytałam.
-No tego Matta.
-Aaa, to ten nowy, co doszedł do sąsiedniej klasy?
-No.
Weszłyśmy do szatni. Akurat mijała się z nami jakaś dziewczyna.
-Nie zasługujesz na niego, i jesteś dla niego za brzydka.-zatrzymała się koło mnie.
-Coś Ty powiedziała?-zapytała Cindy, kiedy już wzięła swoja zgubę.
-To co słyszałaś.
-Ooo, przegięłaś! A ze mną lepiej nie zadzierać!-powiedziała i zrobiła krok w jej stronę.
-Powiedziała kołowa od siedmiu boleści!
-Już nie żyjesz!-krzyknęła.
Zaczęła ją okładać po twarzy, a potem, kiedy ta się przewróciła, skopała ją.
-Masz swoją kołową od siedmiu boleści!-krzyknęła i zrobiła charakterystyczny ruch ręką.
-Masz szczęście, że tam nie ma kamer!-zaśmiała się Kate, kiedy wyszłyśmy z szatni.
-No należało jej się! Nie będzie mi tak gadała o przyjaciółce. A tak poza tym, to według mnie Ty i Nath tworzycie razem świetną parę i słodko razem wyglądacie. Widać, że się bardzo kochacie. I nie przejmuj się tym całym zamieszanie wokół was.-zwróciła się do mnie.
-Dzięki. Tak wiem, już mi o tym wszyscy mówili-zaśmiałam się.
                Potem poszło w moją stronę kilka innych wyzwisk, gróźb itp., przez co z trudem ja z Natalią trzymałyśmy Kate i Cindy, które chciały tym wszystkim dać po mordach…
                                                           ***w domu***
                -Hej kochanie.-powiedział Nath, kiedy weszłam do domu.-Jakieś incydenty?
-Poza tym, że… Cindy dowaliła jednej za to, co na mnie i na nią nagadała, kilkoma wyzwiskami, groźbami i niemiłymi uwagami, to chyba nie.
-Ahaaa. Ale nic Ci się nie stało? Nikt Cię nie pobił czy coś?
-Co? No pewnie, że nie. Z takimi ochroniarzami, którymi są Kate i Cindy to nigdy!-zaśmiałam się.
Chwilę potem zeszli się wszyscy, oprócz Toma, który jak się okazało był na zakupach. Moim zdaniem to niezbyt dobre połączenie, ale nie będę się wymądrzać. W pewnym momencie ktoś zawalił w drzwi z kopa. Był to Tom, który, jak się okazało potraktował w ten sposób obie pary drzwi: i wejściowe, i od przedpokoju.
-Siemanooo!-wydarł się. Chwilę potem, wszystkie reklamówki z zakupami, które miał się rozerwały, przez co ich zawartość spadła na podłogę…-No kur…
-Biiiiiiiiiiiiiiiiip!-krzyknął Siva, kiedy Tom kończył ostatnie słowo.
-Co to było?!-zapytał wściekły Tom.
-Kultury trochę! Trzeba być kulturalnym i nie przeklinać, a Ty to robisz najczęściej!-stwierdził z uśmiechem Max.
-Pffff! Ja, mhm, na pewno! A tak poza tym, to ja jestem bardzo kulturalny chłopak!-powiedział.
-Chłopak? Chyba dzik!-zaśmiała się, po czym wszyscy się roześmieli.
-A teraz weź te jajka i resztę posprzątaj…-wskazał na podłogę Jay.
-To my dla lepszego efektu zostawimy Cię sami.-powiedział Max, po czym wszyscy wycofaliśmy się do swoich pokoi.
                                                           ***wieczór***
                Siedzieliśmy sobie spokojnie w salonie, kiedy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Chłopcy zaczęli się na siebie patrzeć… jak zwykle zresztą w tej sytuacji.
-Najmłodszy!-wydarł się Tom, po czym zeskoczył z kanapy na podłogę.
Nathan posłusznie wstał i udał się w stronę drzwi. Potem przyszedł do nas z… trenerem!
-Dziewczyny, ważna sprawa!-powiedział od razu.
-O co chodzi?-zapytałyśmy razem.
-Jutro nie ma treningu, jedziemy na badania do lekarza medycyny sportowej, jeśli ich nie zrobimy, nie możemy grać ligi.
-Niby skąd się wziął ten problem?!-zapytałam wkurzona.
-Weszło jakaś ustawa i o. Stąd.
-Ten, kto to całą ustawę wymyślił i napisał, dostanie od nas nieźle po mordzie!-stwierdziłam.
-Tiffany, proszę, skończ z tym. Wiem, że jesteście zdolne do wszystkiego ostatnio… Dla twojej informacji dowiedziałem się o dzisiejszej akcji w szkole, a także o twojej na trzydniowym.
-Oj, no bo jakoś tak wyszło…
-Nie będę was za to męczył, ale nie sądziłem, że mam tak agresywne zawodniczki!-zaśmiał się Brian. Zaraz po nim zaczęli się wszyscy śmiać.
-Ok, no to jutro o 16:00 pod szkołą. Potem pojedziemy do tej przychodni.
-Dobrze.-powiedziałyśmy razem.
Potem Brian pożegnał się z nami i poszedł.
-Uhuhuhu, będą na was robić eksperymenty!-zaśmiał się szyderczo Tom.
-Chyba na Tobie!-powiedziała Natalia.
-Nie boicie się?-zapytał Max.
-Niby czego?-wtrąciłam.
-Em, no nie wiem.
-Właśnie.
-Jedziemy z wami!-zaproponował Jay.
-Po co? Jeszcze was tam brakuje!-powiedziałam.
-No co? Kochane dziewczynki trzeba wspierać!-stwierdził Tom.
-A co my dzieci?-zapytała Natalia.
-W porównaniu z nami? Tak!
-Jasne! Człowieku, gdyby porównać Ciebie i taką Tiff, czy Natalię, to Ci każdy powie, że one są dojrzalsze!-zaśmiał się Nath.
-Właśnie!-powiedzieli wszyscy oprócz Toma, który się naburmuszył.
-Jak możecie tak o mnie mówić! Jesteście okropni! Foch!-krzyczał, po czym z założonymi rękami poszedł do siebie.
-Biedactwo.-pokręciłam głową.
-Współczuję wam z całego serca za to, że z nami mieszkacie!-powiedział Max i przytulił każdą z nas.
                Tom przyszedł dopiero na kolację, jednak wziął ze sobą talerz z kanapkami i udał się ponownie do swojego pokoju. Szczerze mówiąc, to ja też sobie zaczynam współczuć… Ale i tak ich uwielbiam!

****************
więc na wstępie powiem, że na 100% jesteśmy w pierwszej lidzie :D mam taki zaciesz ^^ badania przeszłam, ale na EKG wyszło mi, że mam za szybkie bicie serca i muszę zrobić poziom hormonów tarczycy :/ następny rozdział jutro,  bo mam zawody i wcześniej wrócę :D trzymajcie kciuki :D
pozdrawiam ;D
love.