poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Rozdział 32


                Puchar Wielkiej Brytanii miał odbyć się 11 lutego, w sobotę, u nas na hali. Tak więc wszystkie treningi przed owym dniem spędziłyśmy bardzo pracowicie. Między innymi nauczyłyśmy się nowych akcji. Mnie z kolei trener pokazał, jak rzuca się karnego z obrotem. Za pierwszym razem prawie wyjeba… wywaliłam się na podłogę. Kolejne razy również nie należały do udanych… Może gdzieś po 10 próbach piłka skierowała się w stronę bramki, w sam środek. Po kolejnych, już bardziej udanych „strzałach” udało mi się w końcu trafić! Po następnych razach szło mi coraz lepiej.
                I nadszedł ten dzień. PWB miało rozpocząć się o 09:00. Więc o tej 07:00 trzeba było wstać. Nie ma to jak od samego rana napitala Ci łeb. Z zaistniałych przyczyn, gdy tylko zwlokłam się z łóżka od razu pognałam wziąć Apap. Najbardziej twórczy i zacny lek na świecie (xd). My miałyśmy grać z SSC Glasgow  o pierwsze miejsce. Birmingham będzie grać o trzecie miejsce z Newcastle. Nasz mecz miał się zacząć dopiero o 12:00, ale na miejscu musiałyśmy być najpóźniej 08:30, żeby zdążyć się przebrać i zrobić zdjęcia pamiątkowe w bramce. O 09:00 było uroczyste rozpoczęcie. Wszystkie byłyśmy bardzo zestresowane, jeszcze dodatkowo świadomość, że transmisja z PWB była dostępna na żywo w Internecie, powodowała jeszcze większy stres. Czas dłużył się niemiłosiernie, chciałam już mieć to wszystko za sobą.
                W końcu nadszedł czas rozgrzewki, który minął bardzo szybko. W losowaniu nie miałyśmy tyle szczęścia, nasze przeciwniczki miały zaczynać. Grały szybko, mniej więcej tak jak my. Ich pierwsza akcja była udana, piłka wylądowała w siatce bramki. My odpowiedziałyśmy im tym samym. Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, rzadko zdarzało się, żeby któraś drużyna prowadziła 2 bramkami. Wynik po tej części naszego spotkania zakończył się wynikiem 10:11 dla Glasgow. Tak jak widać, padło mało bramek, co pokazuje, jak bardzo wyrównane są zespoły.
                Druga połowa to była prawdziwa walka. I niestety, wynik zakończył się remisem 22:22, co oznaczało dogrywkę w formie 5 rzutów karnych. Trener ustalił, że będziemy rzucać w takiej kolejności: ja, Natalia, Cindy, Jen i Alice. Kiedy stałam już z piłką w ręku i czekałam na gwizdek sędziego, myślałam, że padnę z nerwów. Postanowiłam zrobić tego karnego z obrotem, musi mi się udać. MUSI. Zabrzmiał gwizdek… Zrobiłam ten nieszczęsny obrót i z niego z całej siły skierowałam piłkę w prawy dół bramki… Udało się! Potem rzucała zawodniczka z Glasgow. Jej rzut był zawsze kierowany w którąś górę, Kate o tym dobrze wiedziała. Niestety piłka wpadła, ocierając się o rękę naszej bramkarki, przez co ta była na maxa wściekła. Potem strzeliła Natalia. Bez problemu wykonała techniczny rzut tuż nad głową bramkarza. Przeciwniczki również strzeliły bramkę. Potem przyszedł czas na Cindy, zdecydowała się na przerzutkę. Dobra decyzja. Glasgow również strzeliło gola. Jen rzuciła kozłem w lewy dół. Przeciwniczki również w ten sam sposób wykonały rzut. W końcu ostatnia miała rzucać Alice, wybrała prawą górę, jej specjalność. I przyszedł czas na ostatni strzał Glasgow. Wszystkie stałyśmy skupione poza linią dziewięciu metrów. Niektóre z nas postanowiły na to nie patrzeć, ja zdecydowałam się to zobaczyć. Ostatni gwizdek, i… NIE TRAFIŁA! PIŁKA UDERZYŁA W SŁUPEK! WYGRAŁYŚMY PWB! TAAAK! Większość z nas popłakała się ze szczęścia. Po naszym szczęśliwym tańcu w kółku (xd), trener powiedział:
-Bardzo dziękuję wam za te  wszystkie wspaniałe mecze, piękne wygrane, walkę do samego końca i wiarę we własne siły. Nigdy się nie poddawałyście, co było kluczem do tak wielkiego sukcesu. Jesteście moją pierwszą drużyną, ale niezwykłą, z wielkim duchem walki. Widać, że kochacie to, co robicie. Jeśli tak dalej pójdzie, niektóre z was mogą dostać się do reprezentacji kraju. Macie wspaniały talent, nie możecie go zaprzepaścić. Jeszcze raz dziękuję, za wszystko.-mówił to ze łzami w oczach.
My też podziękowałyśmy mu bardzo serdecznie. Gdyby nie on i chęć założenia zespołu, nie byłoby mnie tu teraz. Nie poznałabym tak zaj*bistych ludzi, a przede wszystkim Natha, dzięki któremu odnalazłam szczęście w życiu.
                Po otrzymaniu medali i ogrooomnego pucharu, postanowiliśmy porobić sobie jeszcze zdjęcia. Zrobiliśmy też imprezę w pobliskim klubie, którą zafundował nam Brian.
                Następnego dnia rano, przed 07:00 (-,-) zadzwonił do mnie Nath.
-Sto lat, sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam! Niech żyje…-usłyszałam śpiewy Toma.
-Ona nie ma urodzin debilu!-krzyknął Nath.
-To co gadasz, że w ważnej sprawie do niej dzwonisz?!
-Eee?! No bo one wygrały PWB inteligencjo! Nawet oglądaliśmy na żywo, nie pamiętasz?!
-Aaa! No fakt! Gratulacje!-wrzasnął Tom.
-Nie mów mi, że wy to oglądaliście…-powiedziałam robiąc facepalma.
-No pewnie! Trzeba było to obejrzeć! Piękny mecz to był.
-Dzięki, Ty nie wiesz, jak ja to przeżywałam.
-No domyślam się. I twój karny z obrotem, ach…
-Czekaj, czekaj… To wy nie mieliście koncertu czy coś?
-U nas była wtedy noc… Ale czego się dla was nie robi!
-Matko… I wszyscy razem oglądaliście?!
-Taaak. I to bardzo ładnie się na was patrzyło, na Ciebie szczególnie.
-Ach, dziękuję. Ja akurat na Ciebie popatrzyć nie mogę…
-Już niedługo się zobaczymy, nie martw się.
-Mam nadzieję.
-Dobrze będzie, spokojnie.
-Nath…
-Tak kochanie?
-Wiesz, że u mnie jest prawie 07:00 rano?
-Tak?! O kurna, przepraszam. To już daję Ci spać, dobranoc.
-Eee, dobranoc.
                Potem wstałam koło 12:00, podobnie jak reszta dziewczyn. 

******************************
tadam! ^^ rozdział może trochę walnięty, nie wiem jak uważacie xd ale nie przeszło mi jeszcze po weselu, więc macie tego efekty xd oj, nogi mnie bolą, oj bolą xd ale warto było, haha :D ja chcę powtórkę no! xd wytańczyłam się xd kojarzycie może z "Rancza" ten kościół i sklep? :D no to wesele  było w remizie za tym sklepem ^^ nie ma to jak po tańcu cała mokra z koleżankami wychodzić i latać po tych skwerach xd haha xd wiecie, że Grzesiu odszedł? nie? to już wiecie ;c kolejny, hmm... w piątek? pewnie tak :D
pozdrawiam :D
love.
 

wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział 31


                Nadeszła w końcu sobota, ta sobota, kiedy to dowiemy się, czy będziemy grać o Puchar Wielkiej Brytanii (PWB) w naszym roczniku. Mecz jak zwykle, o 11:00 w naszej hali. Po przekroczeniu szklanych drzwi hali, ujrzałyśmy pełne trybuny… Jeszcze na żaden nasz mecz nie przyszło tylu ludzi, wow! Wśród tylu kibiców dało się zauważyć Kelsey , Michelle i Nareeshę. Pomachałyśmy im na powitanie, ponieważ musiałyśmy już zaczynać rozgrzewkę. Najpierw trochę biegania i rozciągania w kółku, potem rzuty, koronka itp. W pewnym momencie, na trybunach dostrzegłam... Damiana! Czy ten debil sobie jaja robi?! Eee tam, nie będę na niego zwracać uwagi.
Jak można się domyślać,  o awans gramy z Birmingham. Może będzie łatwo, może trudno, one różnie grają. W losowaniu wyszło na to, że my zaczynamy. Pierwsza nasza akcja zaliczyła się do udanych. Bramkę efektowną wkrętką strzeliła Jen. Przeciwniczki chciały szybko strzelić swoją pierwszą bramkę, jednak nie udało im się to. No, jak się trafia w sam środek, to nic dziwnego. Nam udało się trafić po raz kolejny, tym razem była to akcja „Kempa” (u nas to odwrócenie :D) w wykonaniu mnie i Jen. W efekcie to ja strzeliłam bramkę z lewego skrzydła, a Jen  ze swojej pozycji weszła na lewe rozegranie. Po jakimś czasie Birmingham zaczęło nas doganiać, teraz to była bramka za bramkę. Tak więc pierwsza połowa zakończyła się remisem 15:15.
W drugiej postanowiłyśmy zagrać kilka akcji, takich jak „Łuków”, „Dwójka”, „Mercedes”, czy też „BMW”. Wszystkie były udane, jednak nasze przeciwniczki też nie dawały za wygraną. Cały czas był remis, albo przewaga 2 punktów dla nich lub dla nas. Kłopoty zaczęły się, kiedy Natalia dostała 2 min. kary, a Birmingham zdobył karnego. Całe szczęście, że Kate obroniła! Brawa dla niej! Jest dziś w świetnej formie. Bez jednej zawodniczki i tak dawałyśmy sobie całkiem nieźle radę. Również nam udało się zrobić karnego. Postanowiłam zrobić przerzutkę… Udało się. Po chwili dołączyła już do nas Natalia. Coraz mniej czasu zostało do końca meczu. A remis był nadal. Ostatnia minuta, my jesteśmy przy piłce, aż w końcu… Cindy zrobiła karnego w ostatnich sekundach meczu! To była jedyna szansa na PWB. Wykonanie karnego było już po czasie meczu. Więc jeśli nie trafię, nie mam nawet szans na dobitkę… Kurna, o czym ja myślę?! Muszę trafić!  Tak więc, jak rzucić? Przerzutka już była… Może techniczny rzut tuż nad głową bramkarza? Spróbuję… Rozległ się gwizdek sędziego… I… TAAAK! TRAFIŁAM TO! JEDZIEMY NA PWB! To, co działo się teraz na trybunach, było nie do opisania! A to co na boisku… Zaczęłyśmy tańczyć w kółku nasz taniec radości (xd) wraz z trenerem, który był przeszczęśliwy. Potem podziękowałyśmy Birmingham, i z wielkimi bananami na twarzy poszłyśmy przebrać się do szatni.
                W ramach uczczenia naszego zwycięstwa Brian zaproponował nam kolację w jednej z najlepszych restauracji w Londynie. Całe szczęście, że miałam całkiem niezłą, niechodzoną sukienkę i buty do niej. Przy kolacji miałyśmy także możliwość napicia się wina, ale jak to Brian nazwał ani mru mru nikomu (;D).
                Po powrocie, czyli koło 22:00, postanowiłam zadzwonić do Natha. Oczywiście pochwaliłam się tym, że będziemy grały o PWB. Zaczęliśmy gadać o meczu, kiedy w pewnym momencie Tom wyrwał telefon Nathowi i zaczął mi się skarżyć:
-Tiffany, Jay mi zrobił kuku!-wrzasnął.
-Dawaj mi ten telefon debilu!-Nath chyba mu go zabrał.
-Nath, co oni tam zrobili?-zapytałam przez śmiech.
-A więc tak: wczoraj przy kolacji Tom próbował Jayowi wyrwać bułkę, więc ten przywalił nożem w palec Toma tak, że ma teraz troszkę rozcięty…(wczoraj przyłożyłam bratu z noża w łapę  przy kolacji, bo mi chciał szynkę zabrać :D ale go nie skaleczyłam, a szkoda, gadzinie by się przydało xd potem dostał także w łeb z papryki :D haha, dobrze, że wtedy byliśmy sami w kuchni bez rodziców xd)-wyznał.
-Troszkę?
-Troszeczkę…
-Ja ci dam troszeczkę! Ja na zszyciu byłem, a Ty troszeczkę!-darł się Tom.
-Przeżywasz to jak mrówka okres!-krzyknął Nath, a ja zaczęłam się śmiać.
-Ale śmieszne, ahahahaha! Koń by się uśmiał, uhuhuhu!
-Czy Ty coś brałeś?
-A co Cię to gówniarzu obchodzi?!
-Ja się zachowuję dojrzalej, niż Ty!
-Ale ty młody masz poczucie humoru!
-Zostaw moją grzywkę!-krzyknął Nath, kiedy ten widocznie go czochrał.
-AAA! Młody atakuje, młody atakuje! Pooomooocy!-usłyszałam wrzask Toma, a telefon widocznie gdzieś upadł, bo było słychać jakieś trzaski.
-Max przybywa na ratunek!-wydarł się.
-Ałaaa!-zbiorowy krzyk Toma i Natha, widocznie bardzo mądry Max na nich skoczył.
-Mój but! I Ty przeciwko mnie?!-Tom.-Co Ty robisz?!
-Ojej, twój bucik wylądował w koszu…-stwierdził Max.
-Że say what?!-wydarł się Tom.
-Witaj kochanie, już jestem.-powiedział Nath do telefonu.
-Wolę nie wiedzieć, co tam się działo…
-No bo on mi grzywkę tknął!-stwierdził z wyrzutem.
-Biedactwo moje kochane… A tak w ogóle, to kiedy wracacie?-zmieniłam temat.
-Po 14 lutego… Przepraszam, że nie przyjadę na Walentynki…-w jego głosie słychać było smutek.
-Nic się nie stało, nie szkodzi. Ważne, że to już bliżej niż dalej. Ja chyba będę kończyć, po dzisiejszym dniu jestem strasznie zmęczona. Dobranoc kochanie.
-Dobranoc kotku.
                Pogadałyśmy jeszcze trochę wszystkie razem (czyli ja, Natalia, Cindy, Kate, Kelsey, Michelle, Nareesha). Potem zasnęłyśmy dość szybko, i to na dodatek w salonie. 

*******************************
przepraszam, że tak dawno nic nie było, ale nie miałam czasu ani ochoty pisać, ponieważ kilka spraw mnie przybiło... czyli to, że Wenta odszedł (;c), a także to, że mój klub może się rozpaść... tak, to nie jest żart. to zbyt zawiłe, więc nie będę tu opisywać. powiem tylko, że nie chodzi tu o kasę, chociaż może trochę, ale o co innego ;c a także jeszcze kilka innych spraw... kolejne będę dodawać w tygodniu od 30 kwietnia, bo mam tydzień wolny ;D teraz też mam wolne, ale od jutra jeżdżę za sukienką i butami, bo w sobotę mam wesele haha xd komentujcie ;)
pozdrawiam ;D
love.