czwartek, 31 maja 2012

Rozdział 37


                                                      ***29 czerwca***
                O tak! Dziś zakończenie roku szkolnego, co się równa moje urodziny! Dyrektorka jak zwykle przynudzała, nie nowość, ja wraz z dziewczynami otrzymałyśmy statuetki za sukcesy sportowe. Potem było rozdanie świadectw w klasach (taa, średnia 4,0 :D). I powrót spokojnym spacerkiem do domu. A tam, tylko po przekroczeniu progu chłopcy zaczęli śpiewać sto lat.
-No, a teraz się szykuj.-stwierdził Tom z uśmiechem, kiedy już skończyli.
-Niby gdzie?-zapytałam zdziwiona.
-No dziś od 18:00 imprę robimy!
-Ja nawet nie mam sukienki!
-O to ja już zadbałem.-powiedział Nathan łapiąc mnie za rękę.-I buty też są. Choć, pokażę Ci wszystko.-zaczął mnie ciągnąć do swojego pokoju.
Wchodząc do niego doznałam szoku. Na łóżku leżała śliczna, satynowa sukienka, a tuż obok niej nieziemskie Loubotiny.
-Na pewno będziesz wyglądać w tym zabójczo.-stwierdził z zadziornym uśmieszkiem.
-Haha, no mam nadzieję. Przekonasz się o tym za… TYLKO 3 GODZINY?! O MATKO! Szybko, szykować się! NATALIAAA!-wydarłam się.
Nie wiem kiedy ten czas zleciał. Z ledwością się wyrobiłyśmy! Obie postawiłyśmy na rozpuszczone włosy i niezbyt mocny makijaż. Każdy z chłopaków był ubrany w dżinsy, trampki z podniesionym stanem i koszule z krótkim rękawem. Natalia założyła fioletową, krótką, sukienkę z gorsetowym dekoltem. Michelle postawiła na piękną czerwień. Kelsey na pomarańcz, a Nareesha na zieleń. Na początku zaśpiewali znów sto lat, potem wjechał ogromny tort. I nadszedł czas na prezenty. Od dziewczyn dostałam 4 pary Loubotinów (!, raj po prostu ♥), od Maxa i Toma lustrzankę Nikona, od Jaya i Sivy  nowy telefon, a od Natha złotą bransoletkę z wygrawerowanym „love forever ♥”. A potem co było? No dance dance wiadomo! :D W większości były to piosenki klubowe, trafiło się też parę wolnych, które przetańczyłam wtulona w Natha. Potem tańczyłam kolejno z Tomem, Maxem, Sivą i Jayem. Nie zabrakło również alkoholu, to chyba logiczne! Tym razem już każdy pił ;D. Domyślacie się, kto najbardziej się nachlał…? Taak, brawo! Tom i Max! No, dobra, dobra, Jay też. No ok, ok, każdy się upił…
                Mój łeb!  Eee, zaraz, co ja tu robię? I to na stole w kuchni, wtulona w Natha?! Z trudem zlazłam na podłogę. Kiedy doszłam do salonu, zastałam tam bardzo ciekawy widok: Tom z Maxem leżący na sobie, na jednej z kanap, Michelle, Kelsey, Nareesha leżące na drugiej kanapie, a Siva… Siva na podłodze. Natalię z Jayem znalazłam w łazience, w wannie. Zanim się wszyscy ogarnęliśmy, no minęło większość dnia.
-Za dużo wrażeń jak na jeden dzień…-skomentowałam pod wieczór.
-Ooo, to nie koniec niespodzianek! Jutro kolejna!-szczerzył się Tom.
-Matko… Nie za dużo tego?!
-Niee… Gdzie tam! To twoja osiemnastka! Zasługujesz na to!-mówił Tom.
-Jaaasneee.
-Nie kłóć się ze starszymi!-wtrącił Max.-I jak się jeszcze poryczysz, to już w ogóle jak Siva będziesz…
-No ja sobie wypraszam!-oburzył się Seev.
-No ale  taka prawda!-upierał się łysol (^^).
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Nie!
-Tak!
-Hahaha, mam Cię!-śmiał się Max.
-To było ustawione!-Siva nie dawał za wygraną.
-Chyba w twojej dupie!-wtrącił Tom, na co wszyscy zaczęli się śmiać.

                                     ***następnego dnia, i już mamy wakacje :D***
                -Ej, to, mówimy im?-zapytał się Max chłopaków.
-No chyba by wypadało!-stwierdził Nath.
-A jak im się nie spodoba?-zastanawiał się Tom.
-Nie ma takiej opcji!-zirytował się Max.
-A może jest?!
-Nie!
-Czy możecie już w końcu, do jasnej cholery powiedzieć, o  co chodzi?!-zdenerwowała się Kelsey.
-No dobra! A więc, trzy, czte-ry! W NASTĘPNYM TYGODNIU WYJEŻDŻAMY NA 2 TYGODNIE NA KARAIBY!-wydarli się razem.
-AAAAAAAAAAAAAA!-nasz zbiorowy krzyk.
-No, chyba wypaliło!-ucieszył się Siva.
-Chyba?! Chyba?! To będą extra wakacje!-stwierdziła Michelle.-Najlepsze w życiu! I to jeszcze wszyscy razem!
-Właśnie!-zgodziłam się.
                Resztę dnia spędziliśmy na omawianiu szczegółów naszego wyjazdu, do którego i tak jest jeszcze czas, no ale co tam! Zawsze marzyłam o tym, żeby polecieć na Karaiby. A teraz, to się spełni. 

******************************

 i powstał! xd  kolejny pewnie we wtorek ;p zapomniałam wam czegoś powiedzieć! otóż, w ostatni piątek w mojej szkole był X Festiwal Nauki i Kultury, a w trakcie jednej prezentacji, jedyną piosenką puszczoną w całości było co?! CHASING THE SUN! :D zaciesz na maxa po prostu :D
pozdrawiam ;*
love.

wtorek, 29 maja 2012

Rozdział 36


                                                  ***jakiś miesiąc później***
                Moi rodzice uparli się, że muszę poznać Natha, więc czy chcieliśmy, czy też nie chcieliśmy, skorzystaliśmy z „chwili” wolnego czasu, i postanowiliśmy przybyć do Polski. U nas w szkole była jakaś tam przerwa, to jest tydzień wolny od szkoły, a że chłopaki też mieli dosyć luźny tydzień, Nath bez problemu mógł polecieć. Z racji tego, że wylot mieliśmy o 04.00 nad ranem (tak to jest, kiedy bilety załatwia się na ostatnią chwilę! -,-), całą podróż spałam.
Po dwóch godzinach (nie wiem ile to się leci, więc niech będą te dwie! ;D) wylądowaliśmy na lotnisku Chopina w Warszawie. Przy okazji dowiedziałam się od rodziców, że stoją w korku (w korku o 06.00  rano? Pff! Polacy & Warszawa potrafią! :D), więc nie wiedzą, za ile dokładnie będą. Więc siedliśmy  i czekaliśmy. Przy okazji dostrzegłam dość spore zdenerwowanie Natha.
-Emm… Nath, czym Ty się tak stresujesz?
-Czym? Boję się, że się nie spodobam twoim rodzicom…
-Przestań! Może fakt, są trochę przewrażliwieni po tym moim ostatnim chłopaku, no ale bez przesady… Ty jesteś zupełnie inny!
-I tak się boję…
-Skarbie, słuchaj.-powiedziałam siadając mu na kolana.-Bez względu na to, czy przypadniesz im do gustu czy nie, ja nie pozwolę, żebyśmy przez to mieli się rozstać. Za bardzo Cię kocham, aby taka głupota miała zniszczyć nasze uczucie.
Po tych słowach delikatnie pocałowałam go w usta. Miał być to krótki całus, jednak szybko przerodził się w zmysłowy i długi pocałunek. Który, jak się chwilę później okazało, po części widzieli moi rodzice…
-Nie to, że my chcemy  przeszkadzać…-usłyszałam głos taty za moimi plecami, który nieźle mnie przestraszył.-…Ale możemy już jechać.-dokończył.
Moi rodzice bardzo dobrze potrafią mówić po angielsku, chyba nie dziwne, skoro większość życia oboje spędzili na przedmieściach Londynu, w tym 12 lat ze mną, więc rozmawianie z Nathanem nie stanowiło dla nich najmniejszego problemu. Na szczęście Nath dość szybko się rozluźnił.
                Po przekroczeniu progu drzwi rodzinnego domu, wraz z chłopakiem skierowałam się w stronę mojego pokoju, gdzie mieliśmy się ogarnąć. Kiedy zobaczyłam tylko ogromne zdjęcie mojego starego zespołu zawieszone na jednej ze ścian, mimowolnie się uśmiechnęłam. Nie przywiozłam ze sobą żadnych ciuchów, gdyż nie zabrałam ze sobą ich wszystkich, podczas przeprowadzki do Londynu. Postanowiłam zostawić ich trochę, żeby skorzystać z takiej okazji jaka jest teraz i przewieźć resztę do mojego aktualnego domu.
-Sama robiłaś te wszystkie fotografie?-zapytał Nath, patrząc na „udekorowane” nimi ściany mojego pokoju.
-Tak. Uwielbiam robić zdjęcia, tylko teraz, już w Londynie, nie miałam na to czasu… A poza tym, nie oszukujmy się, aparat mi się nieco rozwalił…
-Tak samo nieco, jak Jay rozwalił prysznic podczas naszej trasy?-zaśmiał się brunet.
-Nie aż tak bardzo!-również się zaśmiałam.-No, ale jest rozwalony. Może sobie kiedyś kupię nowy, zobaczy się.
-Ja Ci kupię.
-Nie!
-Dlaczego?-zapytał zdziwiony.
-Bo Ty mi byś chciał tylko wszystko fundować!
-Co w tym złego?
-To, że ja się wtedy czuję tak, jakbym Cię wykorzystywała… A ja tego nie chcę! Wolę sobie sama kupić… Kiedyś tam… Może…
-I tak Ci kupię.
-Nathan!
-Też Cię kocham skarbie.-powiedział obejmując mnie w talii i przyciągając do siebie.  
-No co Ty nie powiesz.-pocałowałam go w usta.
                Nasz pobyt w Polsce, minął bez żadnych nieprzyjemnych sytuacji. Rodzice i Nath szybko znaleźli wspólny język i stwierdzili, że znalazłam wreszcie odpowiedniego chłopaka. Nie przeszkadzało im to, że ich córka jest w związku z gwiazdą. Ja skorzystałam z okazji i poszłam na trening, do dziewczyn z mojej byłej drużyny. Uściskom nie było końca,  bardzo się wszystkie za sobą stęskniłyśmy. W końcu razem z nimi zagrałam mecz, i poczułam się tak, jak dawniej. Przypomniały mi się czasy, kiedy to wszystko postanowiłam rozpocząć, co bardzo wpłynęło na moje życie, którego teraz nie wyobrażam sobie bez ręcznej.
                Po tym udanym tygodniu w dobrych humorach wróciliśmy do Londynu. Tam czekał już na nas obiad ugotowany przez chłopaków (wow, kto by pomyślał O.o). Oczywiście, musiało się coś stać. Tom podczas posiłku zwalił na siebie caaały talerz jedzenia (haha, jak Dominik na wycieczce! :D tylko on na siebie kotleta zwalił zamiast całego talerza xd).
-No rzesz kurna jego mać!-krzyknął.
Najbardziej z całego zajścia nie mógł wyrobić Max i Jay, więc nadal bardzo wkurzony Tom znów się wydarł:
-No i z czego tak te mordy cieszycie?! Zaraz mi to prać będziecie!
-Bardzo śmieszne Tommy!-powiedział dusząc się ze śmiechu Max.
-I to jak! O! A zaraz będzie jeszcze śmieszniejsze!-stwierdził i rzucił w Maxa garścią ziemniaków ze swoich spodni.-No pacz! Już jest śmieszniej!
-O Ty deklu!-krzyknął Max.-A masz Ty kanalio!-rzucił w niego sałatką.
-Ja też chcę porzucać! Bitwa na żarcie beze mnie to nie bitwa na żarcie!-powiedział Jay, i zaczął rzucać w Toma i Maxa wszystkim, co miał na talerzu.
W taki oto sposób rozpętała się wojna na jedzenie, w której wszyscy wzięli udział.
-Dobra rozejm!-krzyknęła w pewnej chwili Natalia.
-Niee!-stwierdzili jednogłośnie chłopcy.
-Ej Tom! Patrz!-zawołał go Seev.
-Co?!
-Jajco! Ahahaha! Łap kotleta dzieciaku!
Taa, no i go złapał… tyle, że, w swoją mordę.
-Haha! Epic win! Buahahahaha!-śmiał się.
Nie wiem ile jeszcze straciliśmy czasu na tę „zabawę”, ale trochę go upłynęło. Gorzej było potem z ogarnianiem kuchni, jednak po dość długiej kłótni ustaliliśmy, że sprzątać będzie Tom z Maxem. Tak, bo to oni zaczęli, dlatego. 

****************
najpierw chciałam wam bardzo podziękować, bo na liczniku jest już ponad 17.000 wyświetleń i 34 obserwatorów! O.o ;* ale jestem też nieco zasmucona ilością komentarzy pod ostatnim rozdziałem ;c było ich tylko 8 <bez mojego> ;c wiem, że ostatnie rozdziały są fatalne, w tym ten też. ale nie martwcie się, już niedługo zakończę to opowiadanie, chyba nawet tych 20 rozdziałów nie będzie... wątpię. mam jeszcze do przedstawienia tylko 3 wydarzenia, które opiszę i tyle. oczywiście potem zacznę kolejne opowiadanie, które być może bardziej wam się spodoba :) pamiętajcie, już za równy miesiąc love&Dżoana party! :D następny pewnie w czwartek ;)
pozdrawiam ;D
love.