czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział 42


                Po śniadaniu wszyscy rozeszliśmy się w różne strony. Część została w namiotach, część polazła nie wiem gdzie, a część poszła na spacer do lasu. Ja wraz z Natham zaliczaliśmy się do tej ostatniej grupy. Oczywiście chłopak musiał mnie wrzucić do wody, a tym samym nie uniknął mojej zemsty, która wyglądała dokładnie tak samo. Potem, tak jak wczoraj siedzieliśmy wtuleni w siebie u brzegu jeziorka.
                                  
                                     ***tymczasem u reszty naszych przygłupów*** 
                -Ej, gdzie jest… JAY NATYCHMIAST DO MNIE!-wydarł się Tom.
-Czego?-zapytał wychodząc z namiotu.
-CZY MOŻESZ MI KUŹWA ŁASKAWIE WYTŁUMACZYĆ, GDZIE SIĘ PODZIAŁA NASZA ZGRZEKWA BROWARÓW?!
-Mówiłem przecież, że zejdzie w jeden wieczór! I zeszła!
-Idioto! Sam wypiłeś! JAK MOGŁEŚ TO ZROBIĆ!
-Nie wypiłem sam! Wy mi pomogliście!
-I TAK TERAZ ZAPIEPRZASZ DO SKLEPU PO ZAPASY! JUUŻ! RUSZ TĄ TŁUSTĄ DUPĘ I NA ZAKUPY!-rzucił w niego portfelem.
-Czy ktoś powiedział zakupy?!-z namiotu wyskoczyła Kelsey.
-Bosz, nie takie zakupy…-Tom zrobił facepalma.
-I tak chcę iść!
-Wszyscy idziemy!-wtrącił Max.
-Ale młodych nie ma…-powiedział Seev.
-Widać mają ważniejsze zajęcia! Jak ich nie ma, to gówniarze zostają!-stwierdził Tom.
-O, a kto to im na Karaibach robił co 5 minut najazdy na pokój?!-zauważyła Kelsey.-A teraz raptem Cię nie interesują?
-Już mi przeszło…-Tom machnął teatralnie ręką.
-To ja im napiszę kartkę…-powiedział Nareesha.
                                              
                                           ***wracamy do zakochanych  ^^***
                W końcu postanowiliśmy wrócić do „obozu”. Coraz bardziej, gdy zbliżaliśmy się w stronę polany, byliśmy bardziej zdziwieni. Panowała niesamowita cisza, dla tych debili to nie do pomyślenia… No tak, skoro nikogo tam nie było, to nie dziwne, że było cicho. Zauważyłam przyczepioną do naszego namiotu jakąś  karteczkę. Zerwałam ją i zaczęłam czytać na głos: 

                                                        Drodzy gówniarze!
                Postanowiliśmy iść na zakupy, głównie z tego względu, że idiota, maniak niebieskich stworków i nie Nath, nie smerfów!- Jay, wychlał całą zgrzewkę piwa. TO BYŁEŚ TY I SIĘ DOWNIE NIE SPRZECZAJ! Sorry, wracamy. Poza tym stwierdziliśmy, że jest jeszcze mało kiełbasek. Tzn. Max tak stwierdził. A Seev wyżarł zapas żelków, więc też trza było to dokupić. I jeszcze wiele innych pierdołów. Założę się, że Max będzie chciał sobie zafundować jakieś dziadostwo, typu lornetka itp. Ewentualnie bańki mydlane. Zobaczycie! Wracamy za nieokreśloną ilość czasu.
Miałam pisać to ja, Nareesha, ale Tom się wpieprzył i sam napisał -,- Tak więc to on jakieś durnoty napisał, nie ja, żeby nie było! 

                Kiedy już to przeczytałam, oboje wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem. Potem przebraliśmy się w suche ciuchy, bo wcześniejsze były całe mokre, chyba wiecie, dlaczego… Nathan założył tą koszulkę (;DD). Parsknęłam śmiechem.
-Co skarbie? Chciałbyś sexytime w namiocie?-nadal się śmiałam.
-Może…-położył się obok mnie i namiętnie pocałował.
-Oj Nathan, Nathan…-uśmiechnęłam się.
-Tak, to ja!-znów mnie pocałował, a swoją rękę położył na moim biodrze.
                Do czasu przyjścia reszty bandy, leżeliśmy razem w sypialni całując się i obejmując. Tak, Nath wiedział, że nie jestem jeszcze gotowa…
                A, no i Tom miał rację! Max kupił sobie bańki mydlane… A Siva balona z helem w kształcie kwiatka…
                                                        ***w nocy***
                Ani trochę nie chciało mi się spać. W pewnym momencie usłyszałam jakieś trzaski, jakby łamanych gałęzi i przerażony głos Sivy w sąsiednim namiocie:
-Co to było?
-Skarbie, nie bój się… To pewnie tylko Tomowi się zachciało i musiał iść w krzaki!-uspokajała go Nareesha.
-O, słyszałaś, znowu!
Chwilę potem słychać było jakieś ryki, no w każdym bądź razie bliżej nieokreślone dźwięki.
-Tom, zamknij tą mordę, bo inaczej dostaniesz w ten pusty łeb moim Selectem!-krzyknęłam, na co Nath się zaśmiał.
-Nie zrobisz tego!-stanął tuż przy ścianie naszej sypialni, bo widziałam jego cień.
-Jeszcze się zdziwisz…
-Tom, zakończ ten cyrk…-usłyszałam zaspany głos Kelsey.
-Właśnie!-powiedział Seev razem z Nathem.
-Ech, no dobrze… 

*************************
i jest ^^ dedyk dla Anku ;* dzięki której zrozumiałam, że ilość komentarzy pod rozdziałami nie ma znaczenia ^^  wy też dziś nie w szkole? xp ja tam mam niesamowity zaciesz: 1. HISZPANIA W FINALE! ♥ TAAAAK! ♥ 2. jutro mam uro xd 3. zakończenie roku ♥ to co, ktoś kupuje tego mojego brata? ponawiam pytanie xd singiel, 21 lat, ponoć nie brzydki xd weźcie mi zróbcie prezent na urodziny i go kupcie! xd ja chcę jego pokój sobie wziąć! xd a więc, jest to jeden z ostatnich rozdziałów mojego nędznego opowiadania ;) miał wyjść śmieszny, ale chyba tak nie jest xd 
kocham ♥ ;*
love.

czwartek, 21 czerwca 2012

Rozdział 41


                Dzisiejszego dnia cała nasza grupa miała zaplanowane SPA. Relaksujące masaże i zabiegi dobrze zrobiły każdemu z nas.
                                                              ***
                Niestety nasz wyjazd dobiegł końca. Nie wiem, kiedy zleciały mi te dwa tygodnie… Jednak tyle czasu pozwoliło nam odpocząć od codziennego życia i porządnie się zrelaksować. Czułam, że te wakacje zbliżyły nas wszystkich do siebie. Obyśmy organizowali więcej takich wyjazdów!
                                            ***jakieś 3 tygodnie później***
                -Czego Wy nakupiliście?!-zapytałam, kiedy chłopcy weszli z wieloma torbami do domu.
-A namioty i inne tego typu pierdoły…-odpowiedział Tom.
-Po jaką cholerę?!-wtrąciła Natalia.
-A po taką, że jedziemy na biwak.-oznajmił Max z zacieszem na mordzie.
-Biwak? W lesie? Z wami? To nie wypali…-stwierdziła Michelle.
-Dlaczego niby?-spytał Siva.
-Prędzej to z tego lasu zostanie tyle, co na łbie Maxa…-zaśmiała się Kelsey.
-Ej! To nie było śmieszne…
-No weźcie, fajnie będzie! Świeże powietrze, kiełbaski i pianki, łono natury…
-Komary…-dorzucił Nath.
-To też, wieczory przy ognisku, straszne historie, „kartofel”,  straszenie młodych po nocach…-dokończył Tom.
-Ten ostatni punkt mi się najbardziej podoba!-oznajmił Seev.
-Zobaczymy jeszcze, kto kogo będzie po nocach straszyć!-stwierdził Nath, obejmując mnie ramieniem.
                                                     ***na biwaku***
                -Nath, nie umiesz rozłożyć namiotu?-zaśmiałam się, widząc jego wyczyny.
-No mam z tym drobne problemy…
-Hahaha! On nawet własnego namiotu rozłożyć nie potrafi! (wiecie o co chodzi ;D) Ahahahaha!-zaczął się śmiać Tom, a zaraz za nim wszyscy.
-Haha, bardzo śmieszne…-Nath zaciągnął full capa bardziej na twarz.
-Oj skarbie, skarbie…-ściągnęłam mu czapkę z głowy, założyłam na siebie i pocałowałam.
                Kiedy już wszyscy uporaliśmy się z namiotami, nastąpił ich przydział. Ja, Nath, Natalia i Jay byliśmy w jednym, Siva, Nareesha, Kelsey i Tom w drugim, a Max i Michelle mieli oddzielny. W tych namiotach, gdzie były po dwie pary, znajdowały się dwie sypialnie, więc nie było problemu. Jeszcze przed rozpaleniem ogniska, wraz z Nathem poszłam zobaczyć teren, z którego w ciągu najbliższego tygodnia będziemy korzystać. Wokół ogromnej polany, na której się rozbiliśmy, było pełno drzew. A wracając jeszcze do tej polany, było tam tyle miejsca, ze bez problemu zmieściliśmy się z namiotami, mieliśmy miejsce na „kartofla” (aww, te pamiętne czasy na biwaku u kolegi z „kartoflem” do 23:00 w wakacje ♥), a także na ognisko czy grilla, jak kto woli. Będziemy mieć i to i to. Kiedy przeszliśmy trochę wzdłuż lasu, dało się zauważyć małe jeziorko, połączone z rzeczką. Przepiękne miejsce.
-Może zrobimy coś szalonego, by jeszcze bardziej zapamiętać tą chwilę?-zapytał Nath podnosząc jedną brew.
-Na przykład co?-uśmiechnęłam się.
-A na przykład to!-błyskawicznie wziął mnie na ręce i zaczął biec w stronę wody.
Po chwili z tego rozpędu wskoczył do niej, razem ze mną. Poziom wody był na tyle wysoki, że mogliśmy zanurkować, gdzie złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Kiedy już się wynurzyliśmy, nadal kontynuowaliśmy poprzednią czynność. Nie obchodziło nas teraz to, że ognisko już się zaczęło. Przecież nic się nie stanie, kiedy się troszkę spóźnimy… Kiedy już wyszliśmy z wody, usiedliśmy na trawie, wpatrując się w przepiękny widok zachodzącego słońca, widocznego jeszcze zza drzew. Nath objął mnie, a ja położyłam mu głowę na ramieniu. Mogłabym siedzieć tu do końca życia. To, że jestem cała mokra, w ogóle mi  w tym nie przeszkadzało, ponieważ wieczór był bardzo ciepły.
-Wiesz, co jest piękniejsze od tego widoku?-spytał.
-Nie… Wątpię, czy coś takiego jest…
-Jest. Ty, kochanie.-powiedział, po czym słodko się uśmiechnął i pocałował.
                W końcu zdecydowaliśmy się wrócić do reszty. Wszyscy razem zjedliśmy kiełbaski, potem siedząc przy ognisku opowiadaliśmy sobie różne śmieszne historie, suchary itp.
-Ej, dobra, to już robi się nudne!-stwierdził w pewnym momencie Tom.
-No to masz problem!-powiedział Max, sącząc piwo z puszki.
-Ja też chcę browara! Skąd żeś wziął?!-Tom był wyraźnie oburzony.
-Kupiłem zgrzewkę przecież!
-Zgrzewka to zejdzie w jeden wieczór…-wtrącił Jay.
-To będziesz pijaku zapieprzał do sklepu!-stwierdził Max.
-GDZIE JEST TA ZGRZEWKA?!-Tom momentalnie zerwał się z miejsca i zaczął biegać po całej polanie.
Kiedy już ją znalazł, z dumą powrócił do nas, pijąc już otwarte piwo.
                Koło 01:00 poszliśmy do swoich namiotów. Już zasypiałam, kiedy usłyszałam chrapanie. To na pewno nie Nathan… W razie czego spojrzałam na jego twarz. Spał z uśmiechem na twarzy. Nie no, super! Przekręciłam się na drugi bok i przykryłam poduszką głowę.
-Matko, co to ma być?-usłyszałam zaspany głos Natha.-Czekaj, zaraz wracam.-powiedział.
Wyszedł z sypialni z butelką wody, która była pod ręką. Chwilę potem usłyszałam przeraźliwy pisk Toma. Wszyscy zerwaliśmy się i wybiegliśmy na zewnątrz. Tam zobaczyliśmy całego mokrego Toma, obok którego brechtał się Nath. Dosłownie sekundę później ze swojego namiotu wyleciał Max z bejsbolem w ręku.
-Pieniądze w dół, spodnie na stół! A nie, coś pokręciłem…
Teraz to już każdy z nas się brechtał.
-Dajcie spać ludziom idioci!-wkurzył się Max, po czym wrócił do namiotu.
                My chwilę potem też to uczyniliśmy. No, tej nocy to był już koniec atrakcji. Ale tylko tej nocy… 

********************
jednak mam net ^^ następny pewnie za tydzień ;) we wtorek dodałam tutaj rozdział, jeśli ktoś nie widział :)
kocham ;*
love. 

niedziela, 17 czerwca 2012

Podziękowania ;*

Wczoraj na moim liczniku zobaczyłam ponad 20.000 wyświetleń! ♥ Było to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie :) Nigdy nie spodziewałam się, że popularność tego bloga wzrośnie tak bardzo O.o. Szczególnie, że nie mam wcale żadnego ogromnego talentu, jak Wy sądzicie, no ale ok niech Wam będzie, nie będę się z wami kłócić xd. Dziękuje wszystkim czytelnikom, a szczególne podziękowania dla (kolejność bez znaczenia):
  • Natt...- czyli mojej kochanej BF, Natalci ;* to Ty upewniłaś mnie, że założenie tego bloga jest dobrą decyzją :D nie wiem, co bym bez Ciebie w życiu robiła xd ;* wycieczki z Tobą są extra :D ostatnia to już w ogóle xd niby taka ogarnięta, ale tak naprawdę to nie xd jak ja haha xd nigdy nie zapomnę tego mega bulwersa na Sylwię w pokoju! :D +  masz super kapcie, zajefajnie się od ściany odbijają :D weź ja na następną wycieczkę, ok? xd 
  • wariatki- mojej mamusi ;* kiedy z Tobą piszę, lub czytam Twoje komentarze, moja morda nieustannie się śmieje :D i ach te nasze rozmowy na nk haha xd albo ta poprawna ortografia, pamiętasz? :D i Twoje opowiadania... ♥
  • asi0987- pewnie już tego nie widzisz ;c do końca życia zapamiętam ten dzień, w którym pomagałaś mi bloga założyć xd i to tworzenia zaproszenia i ustalania szczegółów na love&Dżoana party, które będzie bez Ciebie ;c odeszłaś od nas, ale w moim sercu pozostaniesz na zawsze :) ;*
  • lovelydream- mojej najzacniejszej córki ;D masz szybko dodać rozdział, bo znów Ci szlaban  dam ;p 
  • Weer- haha, założyłyśmy obie blogi w tym samym dniu :D piątek 13 jednak okazał się być szczęśliwy ^^ 
  • Kingi- ach, ten nasze rozmowy na TT :D trochę smutne czasami, no ale trudno ;) xd masz świetne opowiadania ;* i się nie sprzeczaj! xd
  • Sandry- moja bratnia dusza w ręcznej i ogólnie sporcie :D podobnie jak wariatka xd mam nadzieję, że dodasz rozdział jak najszybciej xd 
  • Anku ;D- ach, twoje komentarze zawsze sprawiają, że zacieszam się do monitora :D uwielbiam Twoje kłamstwa ;D tylko nie bij! xd i weny w pisaniu, bo czekam na rozdział ;** 
  • Only Hope In Your Eyes- jesteś jedną z nowych czytelniczek mojego bloga :D bardzo się z tego powodu cieszę ^^ i mam niesamowity zaciesz z tego, że mieszkamy niedaleko siebie! :D 
  • Jessie- Twoje komentarze mnie zawsze rozwalają xd
  • Belli ;)- Twój wczorajszy komentarz... xd i Twoje świetne opowiadania, przy których moja morda się śmieje :D
  • Sierry- jesteś moim pracownikiem ;p dostajesz premię za wczorajszy rozdział xd ale dostaniesz ją, jak mi koma dasz pod ostatnim rozdziałem xd
  • willow- powiesz mi w końcu, co w następnym rozdziale się wydarzy czy nie?! xd jak nie to dziś ma być rozdział xd moja ciociu ;*
  • magical- mojej babci kochanej :D też na nexta czekam xd
  • Heli- za to, że po prostu jesteś :D
+ dziękuję bardzo, ale to bardzo wszystkim obserwatorom i komentującym! ♥ wybaczcie, że was nie wymieniam ;)

kocham! ;*
love. 



czwartek, 14 czerwca 2012

Rozdział 40


                Prawie całą noc nie spałam, nie dając uczynić tego samego również Nathowi. Kiedy już się obudziłam, zobaczyłam, że chłopak już nie śpi i przygląda mi się z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Co się tak patrzysz?-zapytałam w końcu nieco zakłopotana.
-Patrzę na najpiękniejszą dziewczynę na świecie, mój skarb.-powiedział, po czym złożył na moim czole delikatny pocałunek.-Jeszcze bardzo boli?
-Już mniej. Plecy najgorzej…
-A to?-wskazał na mój policzek.
O szit! W ogóle o tym zapomniałam! Ale chociaż dobrze, że nie boli.
-A to… Tego nie czuję nawet…
-Wygląda na co innego właśnie…
-Nie przejmuj się, naprawdę jest w porządku.
-Mhm… Co jak co, ale kłamać to Ty nie umiesz.-zaśmiał się.
-Ej!-podniosłam się i rzuciłam w niego poduszką.
Jego mina była przezabawna, przez co zaczęłam się śmiać, pierwszy raz od tego feralnego zajścia. Wywołało to również uśmiech na jego twarzy.
-Taką Tiffany kocham.-wymruczał mi do ucha, przyciągając do siebie.
Chwilę potem nasze usta złączyły się w delikatnym, lecz czułym pocałunku.
                Potem zaczęliśmy się ogarniać. Udało mi się zatuszować siniak na policzku, nakładając chyba tonę pudru na twarz. Nie lubię tak robić, no ale w tym momencie nie miałam wyboru… Natomiast siniaka na szyi zakryłam rozpuszczonymi włosami, bo to był mój jedyny wybór… Nath zamówił śniadanie do pokoju. Dowiedziałam się też, że dziś mamy cały dzień dla siebie (jak się później okazało, niecały xd), bo reszta pojechała coś tam zwiedzać (nie wiem co można na Karaibach zwiedzać xd).
                Po śniadaniu poszliśmy na spacer po plaży. Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że zobaczyłam tego chłopaka, który chciał mi wczoraj TO zrobić. Miał rozcięty łuk brwiowy, po uderzeniu kamieniem.  Zaczął świdrować moje ciało wzrokiem. Momentalnie stanęłam w miejscu. Nath, który trzymał moją rękę, odwrócił się patrząc na mnie zdziwiony.  Szybko jednak zwrócił swój wzrok tam, gdzie ja. Gdy utkwił go w nim, od razu zorientował się, że to on. I  w tym momencie dostał szału. Natychmiast podbiegł do chłopaka i zawalił mu z pięści w twarz. Zaczął go okładać coraz mocniej, tak, że tamten nawet nie zdążał odpowiedzieć na zadawane mu ciosy. W końcu powalił go na ziemię i zaczął kopać gdzie popadnie. Raptem usłyszałam czyjś głos:
-Co tu się dzieje?!
-A nie to tylko Nath się bije… O Tom!-skojarzyłam dopiero wtedy.
-O! No co Ty nie powiesz!
-Debilu, co tak stoisz!-wrzasnął Max, który wziął się nie wiadomo skąd, podobnie jak Tom.-On go zaraz  zabije!
-Należy mu się…-mruknęłam.
I tak nikt tego nie usłyszał, bo chłopcy już gnali w stronę zajścia. Z trudnością odciągnęli Natha od chłopaka, który teraz zwijał się z bólu na piasku.
-PUŚĆCIE MNIE IDIOCI! ON MUSI ZAPŁACIĆ ZA TO, CO ZROBIŁ! ZABIJĘ CIĘ JESZCZE KU**A! ZOBACZYSZ CH*JU! PIEPRZONY GÓWNIARZ I SZCZENIAK! -darł się.
-Ogarnij się stary!-krzyknął Max, po czym strzelił Nathowi z liścia.
-ZA CO TO BYŁO?!
-Co Ci odbiło?!-zapytał Tom.
-Nikt nie będzie krzywdził mojej dziewczyny, rozumiesz?!
-To on wczoraj zrobił to Tiffany?-spytał opanowany już Max.
-Tak!
-A, to Cię uniewinnia. Dobra, zwijamy się do hotelu.
-Nath, nie trzeba było…-powiedziałam poprawiając jego poczochraną grzywkę, kiedy chłopaki już poszli.
-Właśnie, że trzeba było! Jemu się należało! Tylko ja mogę Cię  dotykać w ten sposób, całować, i nikomu innemu na to nie pozwolę.-stwierdził ze wściekłością w oczach.-Nigdy!-podkreślił.
-Kocham Cię.-wyszeptałam i pociągnęłam go za rękę w stronę hotelu.
                Tam odpoczęliśmy. Kolację zjedliśmy wszyscy razem, nie obyło się bez pytań o wczorajszą i dzisiejszą sytuację. Opowiedzieliśmy im o wszystkim. No kiedyś musiało się to stać… Starałam się nie rozkleić, co mi oczywiście nie wyszło. Gdy tylko Nathan zobaczył, że po moich policzkach zaczynają spływać łzy, natychmiast zagarnął mnie do siebie i mocno przytulił. Wtuliłam się w jego tors i zaczęłam jeszcze bardziej płakać. W tym momencie byliśmy już po kolacji, więc poszliśmy do apartamentu.
-No już dobrze…-powiedział gładząc moje włosy.
Jego dotyk mnie uspokajał, był lekarstwem na najgorsze dni i chwile, na przykład takie jak teraz. Przy nim czułam się kochana i potrzebna, od samego początku czułam bijące od niego niesamowite ciepło. Jestem pewna, że w moim życiu nigdy nie spotkam nikogo takiego, jak on.
                Dość szybko się uspokoiłam. Leżeliśmy razem na łóżku przytulając się i całując. Nathan co chwile prawił mi komplementy, przez co z mojej twarzy nie schodził ani na chwilę uśmiech.
W końcu postanowiliśmy iść spać (w końcu czyli po północy xd). Zasnęliśmy wtuleni w siebie. Następny dzień, jak się okazało, był bardzo relaksujący i przyjemny. 

************************ 
no i jest xd nie wypowiem się na jego temat :/ miało wyjść super, a wyszło jak zawsze -,-  następny pewnie za tydzień, bo we wtorek chcę napisać coś na work hard ;) pochwalę się, że poprawiłam się z WOSu z 3 na 4 ^^ juhu! ^^ i, że bramkarka nam odeszła z drużyny... -,- i że Varsovia Handball Piknik został odwołany! -,- a ja tak czekałam na to... ;c no cóż, może pójdę w niedzielę za to na Festyn do Cegłowa... xd może xd dedyk dla wariatki ;* i mam prośbę do Only Hope In Your Eyes: proszę, odpowiedz na pytanie zadane pod poprzednim rozdziałem w komentarzu ;)
kocham ;*
love. 

wtorek, 12 czerwca 2012

Info.

Bardzo przepraszam, ale nie uda mi się  dziś dodać rozdziału ;c. Wybaczcie mi, ale muszę się nauczyć na dwie bardzo ważne poprawy, od których zależy moja ocena na koniec roku -,-. I jeszcze meczyk chcę obejrzeć xd + lekcje, i na prawdę nie mam dziś czasu ;c. Napiszę w czwartek. W między czasie pojawił się tutaj next, jeśli ktoś nie widział. Chciałam też bardzo podziękować za 38 obserwatorów (O.o) i tyle wejść ;*. Tyle, że ja na to nie zasługuję. Dałam tego dowód w niedzielę. Dlatego teraz pragnę bardzo, ale to bardzo przeprosić wszystkie dziewczyny z czatu, w szczególności wariatkę i Dżoanę. Wiem, ze zachowałam się jak idiotka -,-. Nie zdziwię się, jeśli tego nawet nie przeczytacie. Od czasu niedzieli, ba już nawet soboty chyba, mam jakiś dołek. W nocy z niedzieli na poniedziałek po prostu wypłakałam się w poduszkę, to cud że w ogóle mi oczy nie zapuchły O.o. Tak więc, jeszcze raz bardzo przepraszam. Jeśli chcecie, żebym odeszła z czatu, po prostu dajcie znać.
Nadal kocham ;*
love.

wtorek, 5 czerwca 2012

Rozdział 39


                -Toom, załóż ten kapok, dobrze Ci radzę.-powiedziała Kelsey.
-Ale po co?
-Jak nie chcesz zginąć w tak wczesnym wieku. Przypominam Ci, że idziemy na skutery wodne, a Ty nie umiesz pływać! (nie wiem czy to prawda xd) Nikt Cię ratować nie będzie!
-Ratownik jest!-upierał się.
-On nie będzie tracił swojego cennego czasu dla takiego debila!-wtrącił Max.
-Ej!
-Co ej? Ma ważniejsze zajęcia!
-Dobra, zakładaj to, i nie marudź w końcu! Zachowujesz się jak moja babcia za życia…-stwierdziłam rzucając w niego kapokiem.-Problem baby?-zapytałam widząc jego minę.
-Nie, skądże, żadnego…-mruknął zakładając go na siebie.
Czas na skuterach minął nam bardzo przyjemnie. Pomijając wpadnięcie Toma do wody, co Kelsey przewidziała. Potem opalaliśmy się i na przemian kąpaliśmy w morzu.
                W czasie obiadu nie obyło się bez zabawnych sytuacji.
-Czy to jest krab?-zapytał Siva, kiedy zobaczył zawartość swojego talerza.
-Jak już to homar idioto…-burknął Max.
-Nie kuźwa! Jeż od razu! Albo nie! Jeżozwierz, jeszcze lepiej!-zirytował się Tom.
-A żeś swoją wiedzą zabłysnął, oj Tommy, Tommy…-pokręcił głową Jay.
-Przynajmniej jestem mądrzejszy od Seeva…
-Taa! Ja nie wpadłem do wody, tylko z tego powodu, żeby zobaczyć, cytuję: „delfinki i inne foczki”…
-No chciałem sprawdzić!
-Co miałeś na myśli mówiąc o foczkach?-zapytała podejrzliwie Kelsey.
-No foczki! Takie te, co pływają… No matko! Wiecie dobrze o czym mówię!-zdenerwował się Tom.
-Oj, ktoś tu się zbulweeersooowaaał…-powiedział Nath ze słodką miną, w zamian za co dostał ode mnie buziaka w policzek.
Reszta obiadu minęła w miarę spokojnie.
                Wieczorem wszyscy poszliśmy do klubu niedaleko hotelu, gdzie miała być niezła imprezka. Pomyślałam przed wyjazdem, że wypadałoby wziąć sukienkę i buty (taak, to jedna z par od dziewczyn na moje urodziny :D) na taką okazję, i bardzo dobrze.
                Bawiliśmy się wspaniale, do czasu… Zrobiło mi się duszno, więc postanowiłam wyjść na świeże powietrze. Nath chciał iść ze mną, ale ja powiedziałam, żeby się nie martwił i że dam sobie radę. Gdybym wiedziała co się stanie, z pewnością nie wyszłabym tam, a jeśli już, to z jakąś eskortą ochroniarzy…
                Stanęłam sobie pod ścianą hotelu. Nie musiałam długo czekać, żeby przyczepił się do mnie jakiś chłopak.
-Witaj maleńka!-powiedział entuzjastycznie podchodząc do mnie.
Zmierzyłam go wzrokiem. Na oko miał ze 20 lat. Blond włosy, z grzywką opadającą na lewe oko. Dość wysoki, ubrany w białą koszulę, dżinsy i trampki.
-Spieprzaj.-syknęłam, po czym zwróciłam głowę w innym kierunku.
-Uuu, ostra widzę?-zapytał podchodząc bliżej i obejmując mnie ramieniem.
-I zajęta.-szybkim ruchem zrzuciłam jego ramię z siebie.
-To nic nie szkodzi. Szybko pójdzie, obiecuję.-szyderczo się uśmiechnął.
W jednej chwili zrozumiałam o co mu chodzi. Pobladłam, myśląc, że drugi raz będę musiała przez to przejść… Odruchowo zrobiłam kilka kroków w tył. On podszedł  bliżej. Zaczęłam uciekać w stronę wejścia do klubu. Jednak on szybko złapał mnie za nadgarstek, przyciągnął do siebie i zakrył usta dłonią, którą szybko ugryzłam. Nie dawał za wygraną, zaczął mnie zaciągać na tyły klubu. Cały czas się wyrywałam, przez co za którymś już razem dostałam w twarz. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy. W końcu rzucił mną o ścianę, po której otumaniona zsunęłam się na ziemię. Kiedy już się ocknęłam, chłopak zabierał się do tego, aby mnie podnieść. Dostrzegłam leżący obok dość duży kamień. Szybko go chwyciłam. Już miałam w niego rzucić, kiedy mnie podniósł. Zaczęłam go drapać po twarzy, rękach. Niestety zaczął mocno trzymać moje ręce, co mi przeszkodziło. W tym samym momencie zaczął całować mnie po szyi i dekolcie. Cały czas w dłoni miałam kamień, którego on widać nie zauważył. Została mi tylko jedna deska ratunku. Z całej siły kopnęłam go w krocze, przez co chłopak mnie puścił i opadł z jękiem na ziemię. Skorzystałam z okazji i rzuciłam w niego kamieniem, dokładnie w głowę: celnie i mocno. Nie obchodziło mnie teraz co się z nim stanie, za takie coś najgorsza kara mu się należy. Zaczęłam czym prędzej biec do klubu. Szybko wypatrzyłam tam Natha, siedzącego przy barze.
-Nathan, idźmy stąd błagam!-krzyknęłam przerażona.
-Boże! Kochanie, co się stało?!
No tak, jak ja musiałam wyglądać. Rozmazany makijaż, włosy potargane, sukienka ponadrywana…
-Nie czas na to! Chodźmy, błagam!-nadal płakałam.
-Ej, co jest?-zapytał Tom, który właśnie podszedł.-Matko Boska!-krzyknął, po czym drink z jego ręki z łoskotem rozbił się o podłogę.-Co Ci się stało?!
-Idźmy stąd!-darłam się kurczowo trzymając rękę Natha.
-Dobra, zwijamy się. Tom, zawiadom resztę, wracamy. Jak Ty wyglądasz skarbie…-powiedział, kiedy zbliżaliśmy się do wyjścia klubu.- Zaniosę Cię do hotelu.-wziął mnie na ręce.
Nie protestowałam, nie miałam na to siły.
                Gdy tylko weszliśmy do apartamentu, od razu wpadłam do łazienki, zatrzaskając się tam.
-Tiffany!-słyszałam krzyki Natha za drzwiami.
Natychmiast rozebrałam się i wskoczyłam pod prysznic. Chciałam zmyć z siebie to wszystko, czułam się teraz już w ogólne jak najtańsza dzi*ka spod latarni. Chociaż teraz do tego nie doszło, mi przypomniało się wszystko z tego momentu, kiedy zostałam zgwałcona. Wszystkie obawy do mnie wróciły. Byłam niemal pewna, że znów zamknę się w sobie i popadnę w depresję. Szorowałam się jak jakaś opętana. Gdy wyszłam już spod prysznica, skierowałam się w stronę lustra. Zobaczyłam swoją zapłakaną twarz, z siniakiem na policzku, a także szyi. Bardzo bolały mnie plecy. Ręce były podrapane. Ogólnie, prawie całe moje ciało było pokryte siniakami. Zaczęłam suszyć włosy. Kiedy już uporałam się ze wszystkimi czynnościami, dalej siedziałam łazience. Nie chciałam wyjść, pomimo wielu próśb Natha. W końcu za drzwiami usłyszałam głos Natalii. Ją postanowiłam wpuścić. Gdy tylko ją zobaczyłam, rzuciłam się jej na szyję i ponownie rozpłakałam na dobre. Poprosiła mnie, abym wszystko opowiedziała. Kiedy już długo razem tam gadałyśmy, ona powiedziała:
-Wyjdź stąd. To Ci nic nie da. Spójrz na Natha, zobacz jak on cierpi. No może fakt, Ty tego nie widzisz, ale ja widziałam. On też to przeżywa. Prawie tak jak Ty. Razem jesteście siłą, nie możesz się w sobie zamknąć! Nie teraz! Masz się nigdy nie  poddawać, rozumiesz?! Możesz wszystko! Wszystko, dzięki temu, że go poznałaś! Nie zaprzepaść tego!  On Cię kocha jak żadną inną, rozumiesz? ŻADNĄ! Choć, daj mi rękę.-powiedziała wstając.
No, co jak co,  ale z niej to psycholog jest niezły (i tak naprawdę to też ^^). Podałam jej rękę. Ona jeszcze przytuliła mnie, po czym wyszłyśmy z łazienki.
-Bądź delikatny, ona jeszcze jest w szoku.-usłyszałam jak szepcze do Natha.
On kiwnął głową na znak, że rozumie. Kiedy Natalia już wyszła, ja rzuciłam się mu na szyję i wyszeptałam:
-Nathan, tak bardzo Cię przepraszam…
-Za co?-zapytał oszołomiony, odsuwając mnie od siebie tak, aby mógł spojrzeć mi w oczy.
-Że Ty dla mnie mógłbyś wszystko i zawsze… A ja jak idiotka można powiedzieć, uciekłam przed Tobą…
-Przestań! Dziwisz się? Zobacz co przeszłaś! Już nigdy więcej się ode mnie nie uwolnisz, jasne?-zaśmiał się.
-Może być.-ponownie przytuliłam się do niego.
                Potem było kolejny problem… Taa, bo ja w takim stanie nie zamierzam spać w samej bieliźnie…
-Nath, możesz mi dać jakąś koszulkę?-poprosiłam.
-Po co?
-Bo jestem cała posiniaczona i podrapana, nie chcę, żebyś mnie taką oglądał…-spuściłam głowę.
-Aaa, no tak…-podszedł do szafy.-Proszę.-kiedy to mówił w jego oczach wyraźnie widziałam smutek i żal…
-Dzięki…
-Obiecuję Ci od teraz, że gdy tylko znajdę tego sukinsyna, zabiję go gołymi rękami, rozumiesz?-powiedział patrząc mi się w oczy.-I tego pierwszego też!-Teraz dostrzegłam w nich również zbierające się łzy…
-Och Nathan!-rzuciłam mu się na szyję.              
                Oboje rozpłakaliśmy się w swoich objęciach… 

******************************
włożyłam w ten rozdział bardzo dużo serca ;) mam nadzieję, że wam się spodoba :) dedyk dla Natalci ;** za to, że kupuje full capa i mi da troszkę ponosić :D i za to że jest ze mną ^^ i dla Anku ;D która napisała fenomenalny rozdział! to twój mnie zainspirował do napisania tego :) nie masz mi tego za złe, nie? xd  następny... pewnie dopiero we wtorek ;c wybaczcie mi ;c trzymajcie za mnie kciuki w przyszłym tygodniu na poprawach itd. bo dużo tego -,- 
kocham ;* 
love.